Piękne oblicze Cejlonu
Tanie zwiedzanie Australii
Indonezyjskie Bali
Tajlandia - Koh Lanta
Komodo - warany i nie tylko
Langkawi jak z pocztówki
Indonezja - Wyspy Gili
Siquijor - wyspa ognia
Anda - nieodkryta perła Boholu
Australia - Great Ocean Road

O co chodzi z tym tajlandzkim Pai?

Pewnie nazwa Pai niewiele Wam mówi. Nam też niewiele mówiła (szczerze to nawet nic) jeszcze kilka tygodni temu, ale zachęceni pochlebnymi opiniami spotkanych po drodze podróżników postanowiliśmy się tam wybrać, szczególnie że znaleźliśmy się w pobliskim Chiang Mai. Pai, położone ok. 150 km na północ w malowniczej dolinie, jest miasteczkiem trochę wykreowanym na turystyczne. Natrafiłem gdzieś nawet na określenie, że to taki Disneyland północy. Częściowo się z tym zgodzę, ale prawdę mówiąc, nie ma w tym nic złego, bo wesołe miasteczka bardzo lubimy.

Spokojna, przyjazna i nieskrępowana atmosfera, cudne widoki w pobliżu, kilka turystycznych atrakcji godnych polecenia i prawdziwa mieszanka ciekawych ludzi (hippisi, backpackerzy, turyści i ekspaci, buddyści i muzułmanie) - to właśnie prawdziwe Pai. Miasto pełne uroku i warte odwiedzenia, jeśli ma się w planach wizytę na północy Tajlandii.




Najbardziej uczęszczana trasa do Pai wiedzie poprzez dość wysokie góry z Chiang Mai. Mimo że to zaledwie około 150 km, trzeba przygotować się na 3,5 godziny jazdy busikiem przez kilkaset zakrętów. Dla tych, którzy zapomnieli o lokalnej odmianie Aviomarinu, a mają problemy z chorobą lokomocyjną, przezorni kierowcy udostępniają foliowe woreczki. Droga jest rzeczywiście piękna, ale rzucanie na zakrętach od lewej do prawej po całym samochodzie może trochę zmęczyć.

Samo Pai jest niewielkie i dość zwarte. Niewiele czasu zajmie obejście miasta pieszo. Centrum wypełnione jest lokalnymi jadłodajniami, turystycznymi restauracjami, guesthouse'ami, agencjami turystycznymi i wypożyczalniami motocykli. Codziennie wieczorem działa "walking street", gdzie można na straganach znaleźć "szydło, mydło i powidło" - z czego najciekawsze rzeczywiście będzie misternie rzeźbione mydło, a przede wszystkim zjeść coś dobrego. 




Zadziwiające, ale street food dostępny w Pai jest naprawdę różnorodny, prawdziwie multikulturowy (dacie wiarę, że szyld mówi o "prawdziwym turecko-niemieckim kebabie"), bardzo smaczny i w bardzo przystępnych cenach. I powiedzmy sobie szczerze: w samym mieście więcej nic nie znajdziecie (chyba że ktoś chce jeszcze pooglądać kilka świątyń, o ile jeszcze nie ma ich przesytu po Chiang Mai).

To, co najpiękniejsze i najbardziej interesujące, znajdziecie poza rogatkami miasta. Dlatego warto wypożyczyć motocykl i ruszyć przed siebie. Ceny wynajmu są niskie (od 100 do 200 bahtów za dzień), benzyna śmiesznie tania, a przyjemność obskoczenia po swojemu okolic naprawdę duża.

Co warto zobaczyć w okolicy? Miejscowe biura i przewodniki polecają sporo możliwości.

Wodospady - jako że krajobraz jest górski (podobno to przedpola Himalajów; nie mogę co prawda powiedzieć, że zdobyłem Mount Everest, ale być u progu Himalajów to już jest coś ;) to wodospadów jest mnóstwo. Już po drodze zresztą wzrok sam ucieka w kierunku malowniczych gór, pagórków i wzniesień, nasyconych zielenią mimo upalnego klimatu.




Pai Canyon - Wielki Kanion Kolorado to nie jest, chociaż widoki są również przyjemne dla oka. Trzeba tylko wziąć poprawkę na to, że w słoneczny dzień można się dosłownie upiec, więc czapka na głowę i woda do plecaka to konieczność.



Wielki Budda - widziana z doliny biała plama na zboczu góry przyciąga wzrok od pierwszych minut w Pai. Okazuje się, że to gigantyczna statua Buddy, który czujnym wzrokiem spogląda na mieszkańców. Warto się tam wybrać, ale nawet po wjechaniu na samą górę motocyklem trzeba się będzie jeszcze wspinać po schodach. Z góry oczywiście do podziwiania będzie panorama całej doliny.



Chińska wioska - można zatrzymać się przejazdem w drodze na jeden z wodospadów. To jeden z elementów miejscowego Disneylandu, ale kilka kilometrów powyżej wioski znajduje się bardzo ładny punkt widokowy. Uwaga, droga jest stroma, o czym przekonałem się dopiero zjeżdżając (tak to chyba można nazwać) motocyklem pod ostrym kątem z duszą na ramieniu i przeczuciem - na szczęście niespełnionym - zbliżającej się "gleby"




Gorące źródła - ale przyznajemy bez bicia, za ciepło było na skorzystanie z tej atrakcji. Woda o temperaturze powyżej 40 stopni przy 45 stopniach w słońcu to nie jest wielka zachęta. Co innego w pochmurny, zimny i deszczowy dzień...


Do tego masa innych atrakcji powtarzających się niemal wszędzie w regionie. Przejażdżki na słoniach, parki linowe, rafting bambusową tratwą. Plus kilka takich, które mają pokazać w folderach, że w Pai jest co robić (np. "memorial bridge" z II wojny światowej - most jak most, albo kawiarnia zakochanych itp.) - chociaż naszym zdaniem nie ma potrzeby sztucznie wzbogacać folderów, gdyż natura broni się sama (no dobra, i tak zatrzymaliśmy się przy nich po drodze).


Na koniec kilka słów o bardzo ciekawym, choć pomijanym w wielu folderach miejscu. Po drodze do wodospadu Pam Bok znajduje się The Land Split - zlokalizowana na prywatnej działce tajskiego rolnika głęboka rozpadlina w ziemi (hmmm, znowu zaglądamy do piekła). Samo zjawisko jest oczywiście interesujące, ale jeszcze większe wrażenie robi gościnność gospodarza. Otóż właściciel nie pozwoli nikomu opuścić swojej posesji na głodniaka. Serwuje drobne przekąski, owoce, świeże soki, domowej roboty nalewki i wino (trzeba było iść pieszo, a nie jechać motocyklem). Z uśmiechem i prawdziwą serdecznością. Nie ma tam cennika ani oczekiwań, a odwdzięczyć się za gościnę można wrzucając dobrowolną darowiznę do "donation box" i oczywiście wpisując się do księgi pamiątkowej. Gorąco pozdrawiamy i polecamy!



Jak zatem krótko podsumować Pai? Po prostu tak: Warto!


-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Informacje praktyczne

Dojazd do Pai - całkiem wygodnie kilkunastoosobowym busem. Cena za osobę (z wliczonym odbiorem sprzed hotelu) to 175 bahtów. Osoby wrażliwe na chorobę lokomocyjną (pozdrawiamy Wydrę) ze względu na dużą liczbę zakrętów powinny zaopatrzyć się w aptece w "ogłupiacz" - Dimenhydrinate 50 mg kosztuje 10 bahtów za 10 tabletek

Noclegi - w tym przypadku okazało się, że im taniej tym lepiej. Polecamy położone odrobinę na uboczu murowane bungalowy w bardzo dobrym standardzie: Donut House Pai. Ceny od 6-7 dolarów za noc za pokój z wentylatorem

Motocykl - lub skuter, polecamy wynajem w aYa Service. Tanio (od 100 do 200 bahtów), możliwość wykupu ubezpieczenia od uszkodzeń lub kradzieży (po 40 bahtów za każde za dobę), a zamiast paszportu w depozyt można oddać 1000 bahtów. Dodatkowo będzie 100 bahtów depozytu za kask. Wynajem bezproblemowy, szybki, bez bawienia się w liczenie rys i sprawdzanie paliwa zarówno przy odbiorze jak i zwrocie



Komentarze

Łączna liczba wyświetleń