Sos Rohingya

Jedna z najbardziej prześladowanych na świecie narodowości potrzebuje pilnie Twojej pomocy. Włącz się w naszą akcję charytatywną #500kmTrekkinguDlaRohingya i przekaż darowiznę na rzecz pomocy Rohindżom, która organizowana jest na miejscu przez Polską Akcję Humanitarną. Poznaj szczegóły klikając w baner

Ciemniejsza strona raju

Zabierałam się do tego tematu już kilka razy i za każdym razem kasowałam cały tekst, nie do końca wiedząc, jak podejść do zagadnienia. Kwestia rozwarstwienia społecznego i jego wpływu na wizerunek państwa. Temat poważny i ciężki, i aktualny w każdym kraju.

W Polsce są miejsca, do których raczej obcokrajowców nie zabierzemy - jesteśmy młodym demokratycznym krajem jeszcze na dorobku, ale już wiemy, że na zewnątrz Ojczyznę trzeba zachwalać, pokazywać od jak najlepszej strony, budując jej dobry "Image". Zabieramy więc naszych gości z zagranicy w góry - najlepiej do barwnych górali, nad piękne morze - najchętniej do któregoś z pięknych kurortów. Chwalimy się nowoczesną Warszawą, z mnóstwem klimatycznych miejsc. Jesteśmy dumni z historycznego Krakowa, z polskiej Wenecji - Wrocławia. I zwykle bardzo uważamy, żeby nie zabierać naszych gości do miejsc, które ten uroczy wizerunek mogą w jednej chwili zniszczyć.

Są jednak takie kraje, gdzie te dwa wizerunki - kraj bogatych i kraj biednych - splatają się tak mocno, że oglądając jedno, automatycznie widzi się też drugie. Można odwracać głowę, można udawać, że się nie dostrzega, ale prawda jest taka, że widzi się wszystko wokół i to właśnie biedę widzi się najpierw i najbardziej wyraźnie.






Takim krajem są również Filipiny. Pamiętam jak dziś przejazd z lotniska w Tagbilaran (wyspa Bohol) do naszego uroczego mieszkania w wiosce Daorong na Panglao. Byłam w lekkim szoku. Jechaliśmy tricyklem, który dość wolno się przemieszczał, mogłam więc wyraźnie zobaczyć gdzie właśnie zaczynamy nasze nowe życie. Wśród wielkiej biedy. Przeplatanej rezydencjami. Z kurami biegającymi po ulicach, śmieciami leżącymi wszędzie dookoła, chudymi dziećmi, machającymi do nas z bananowca, jeszcze chudszymi krowami pasącymi się przy drodze, świnkami leżącymi przed drzwiami frontowymi domków.


W tym wszystkim stał nasz własny mały Eden - murowany dom, z daleka widoczny, nowy, błękitno-brązowy, otoczony wysokim murem, z pięknym ogrodem, codziennie pielęgnowanym, z zieloną trawą codziennie przycinaną nożyczkami i nawadnianą i kolorowymi kwiatami z każdej strony. Piękny. Odosobniony. Odseparowany. Czy wiecie, że większość takich domów - ładnych, eleganckich -  jest ogrodzona wysokim murem, a na murze powbijane są kawałki szkła, żeby nikt nie przechodził?

Dużym problemem na Filipinach są śmieci. Miejscowi pozbywają się ich na trzy sposoby. Pierwszy sposób - mają swoje kosze i raz na jakiś czas jeździ swoista śmieciarka i je zabiera. Drugi sposób - wywalają najlepiej na niezamieszkałą działkę obok. Albo gdziekolwiek, byle nie u nich. Trzeci - palenie. Palenie śmieci jest tu powszechne i niestety dość uciążliwe. Pół biedy, kiedy palone są papiery, trawa, liście bananowca, ale jak zaczynają palenie plastiku, to trzeba szybko zamykać wszystkie okna. Robią to bez wyjątku osoby bardziej i mniej zamożne - tak się ewidentnie zawsze robiło i tyle.

Bieda to coś co widzi się na Filipinach każdego dnia. Sądzę, że mieszkańcy nie za bardzo myślą o dniach kolejnych, skupiając się na tu i teraz. Jedzenie nie jest trudno zorganizować. Jest bardzo tanie i myślę, że możliwości jest wiele. Dorabiają jak mogą - co drugi czy też co trzeci domek to maleńka jadłodajnia z wystawionymi garnkami albo nieduży sklepik, gdzie można kupić podstawowe produkty.





Przed większością domków stoją motocykle w różnych wersjach, które też pomagają dorabiać: podwożenie innych, przewożenie towarów - zawsze coś się znajdzie. Stanowią też oczywiście główny sposób przemieszczania się dla rodziny. 5 osób na jednym motorku to widok, który naprawdę nikogo tu nie dziwi. Dziko rosnące bananowce i inne palmy to również dobre źródło dochodów, trzeba tylko pilnować "swoich" bananów. Kury, kozy, krowy pasą się gdzie chcą, a dają - sami najlepiej wiecie co dają :)




Parę razy mieliśmy okazję zajrzeć do takich domków i tutaj można się trochę zdziwić. Po pierwsze telewizor i dobry sprzęt grający jest prawie w każdym domu. W wielu jest też przenośny zestaw do Karaoke. Niektóre meble wyglądały jak piękne antyki z czasów kolonialnych, za które w Europie można by dostać mnóstwo pieniędzy, inne zaś były pozbijane z różnych desek - coś jak popularny teraz w Polsce trend DIY. Wyglądało czysto i schludnie.

I w tym wszystkim żyją ludzie. Ludzie uśmiechający się do obcych i wołający "hello", często mówiący po angielsku lepiej niż my. Ludzie, choć biednie ubrani, to ubrani czysto. Ludzie śpiewający często na cały głos bez względu na to, gdzie są i co robią. Ludzie, którzy zbierają się wieczorami przy sklepiku albo w jednym z domów, gdzie jest dobre karaoke i śpiewają głośno mimo deszczu, burzy tropikalnej, mimo biedy i tego co my nazywamy brakiem perspektyw.

Jeżeli zdecydujecie się przyjechać na Filipiny - przygotujcie się psychicznie na szok. Z jednej strony przecudowne plaże, z jasnym piaskiem i błękitnym oceanem. Ogromne palmy, na których rosną orzechy, strzeliste bananowce z żółtymi kiśćmi owoców. Wysokie góry, przepiękne wodospady. Ogromne żółwie, kolorowa rafa. Czyste hotele i kwatery prywatne. A wszystko to tonące w ciepłych promieniach słońca.



Będą też śmieci, będzie biednie.  Będą walące się chałupy poprzetykane pięknymi rezydencjami. Będą chudzi ludzie z twarzami przerytymi zmarszczkami. Ale spróbujcie uśmiechnąć się szeroko do tych ludzi. Zobaczycie ich szczery uśmiech, usłyszycie radosne "hello". Zmęczeni? Nie szkodzi. I tak się uśmiechną. A teraz spróbujcie zrobić to samo jutro rano w metrze albo w autobusie. I zobaczcie ile osób się do Was uśmiechnie. Ciemna strona raju może mieć różne odcienie. Filipiński to bieda. A polski?

PS.
Przyjedźcie na Filipiny. To piękny i różnorodny kraj. My widzieliśmy dotąd tylko dwie wyspy, zamierzamy zwiedzić jeszcze kilka. Uważamy, że jest wspaniale. Ludzie są fantastyczni, uśmiechnięci i szczęśliwi, mimo swoich codziennych problemów. Przyjedźcie do kraju, w którym budzi Was śpiew innych. Wielu Filipińczyków naprawdę dobrze śpiewa :)

Komentarze

  1. A ja juz bylem na Filipinach i mi sie tam bardzo podobalo. Moim marzeniem jest wyprowadzic sie tam na wczesna emeryture aby prowadzic proste, wygodne i ciche zycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest świetny pomysł:) Sama mam taki:) Tak jak napisałam wyżej- Filipiny są wspaniałym krajem:) Mają swoje ciemne strony, jak każdy inny kraj, ale moim zdaniem tych jaśniejszych jest więcej:)

      Usuń
    2. Jedna z najlepszych rzeczy na filipinach to ludzie - zawsze usmiechnieci. Chyba pogoda tak na nich dobrze dziala. :)

      Szkoda ze jeszcze pewnie z 8 lat musze czekac aby miec wystarczajaco duzo aby przezyc zycie do starosci na filipinach bez jakiejkolwiek pracy. Chociaz moze za rok nie wytrzymam i bede musial sobie zrobic jakies dluzsze wakacje.

      Usuń
    3. na Filipinach jest za gorąco nie dasz rady tam żyć , byłem 1 miesiąc w tym roku na wakacjach słońce daje nie miłosiernie , ogólnie jest bardzo drogo ,a filipiński tani poziom życia Ci nie będzie odpowiadał , więc się zastanów 10x zanim popełnisz błąd ,...
      zdjęcia z Filipin są ładne ale to tylko zdjęcia powyciągane z kontekstu nie oddają prawdy o tym kraju , ogólnie nie polecam Filipin

      Usuń

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń