Piękne oblicze Cejlonu
Tanie zwiedzanie Australii
Indonezyjskie Bali
Tajlandia - Koh Lanta
Komodo - warany i nie tylko
Langkawi jak z pocztówki
Indonezja - Wyspy Gili
Siquijor - wyspa ognia
Anda - nieodkryta perła Boholu
Australia - Great Ocean Road

A może by tak na wyspy Gili? Koralowe Gili Air i Gili Trawangan (Indonezja)

Są takie miejsca na świecie, gdzie już z daleka na sam ich widok kąciki ust unoszą się do góry z radości, a uszy przydają się, żeby uśmiech nie poszerzył się zbyt daleko. Do tej kategorii zaliczyć można wyspy Gili (3 maleńkie wysepki, otoczone rafą koralową, zlokalizowane tuż przy północno-wschodnim brzegu Lomboku). Do niedawna jeszcze mało popularne, obecnie odwiedzane niemal przez cały rok przez setki turystów, dla których są bardzo ciekawą alternatywą dla mocno promowanego w Indonezji Bali. Przyznam szczerze, że opinie, jakie czytałem przed wypadem tam na różnych blogach i forach były skrajne, dlatego cieszę się, że mogłem wyrobić sobie własną. Nam wyspy Gili autentycznie się spodobały.



Wyspy Gili są trzy: Air (położona najbliżej brzegu Lomboku), Meno (najmniejsza z nich) i Trawangan (największa, choć to ciągle wymiary 2x3 km, i jedyna wznosząca się znacząco ponad taflę wody - na całe 30 metrów). Sama nazwa Gili może być trochę myląca: w języku Sasaków gili oznacza po prostu małą wyspę, więc niemal wszystkie nieduże wyspy wokół Lomboku mają to w swojej nazwie. Przez turystów jako "Gillis" określane są wspomniane wyżej trzy. Na Gili obowiązuje zakaz poruszania się pojazdami spalinowymi (niektórzy piszą o pojazdach mechanicznych, ale skuterki akumulatorowe sporadycznie przemykają drogami). Jest to miła odmiana w stosunku do całej Indonezji, gdzie pędzące wszechobecne samochody i motocykle przyprawiają o ból głowy. Poruszanie się po wyspach możliwe jest pieszo, rowerem, albo zaprzęgiem konnym (cidomo). Teraz będzie łyżka dziegciu: to, że nie ma samochodów i morza skuterków nie oznacza, że można się totalnie wyluzować na ulicy. Niektóre cidomo pędzą całkiem szybko zmuszając do zejścia z drogi, a niektórzy z turystów na rowerkach nie opanowali chyba trudnej sztuki jazdy na rowerze i jeżdżą jak potłuczeni, więc drobna kraksa i w raju może się przydarzyć.


Każda z wysp Gili ma swoją "szufladkę". Air uznawana jest powszechnie za miejsce spokojniejsze, przeznaczone dla ludzi w średnim wieku (no cóż, zbliża się...), ciut bardziej ekskluzywne i co za tym idzie droższe. Meno ma być wyspą najmniej zatłoczoną, oazą spokoju dla szukających tego właśnie. Trawangan w powszechnym odbiorze jest wyspą dla młodych i żądnych rozrywek. Nie lubimy szufladkowania, więc postanowiliśmy sprawdzić sami. Dotarliśmy na Air i Trawangan, więc o Meno zbyt dużo nie będzie. Chociaż na dobrą sprawę pomiędzy wyspami są tak niewielkie odległości, że mogliśmy na Meno popłynąć w ramach rekreacji wpław.

Eksplorację rozpoczęliśmy od wyspy Gili Air. Całą wyspę można przejść dookoła spacerkiem w półtorej godziny. Klimat jest niesamowity. Począwszy od ciasnych uliczek osady, poprzez ciągnący się na znacznej długości linii brzegowej bulwar pełen knajpek, po piaszczyste plaże (szersze lub węższe, w zależności od strony wyspy). Guesthouse'y, homestaye, hostele i resorty w różnych przedziałach cenowych. Bardzo eleganckie bungalowy. Ale dość drogo (jak na Indonezję). Przeciętne ceny to przedział 300-400 tys. rupii, co stanowi ok. 22-30 dolarów za noc. Co więcej, pomimo że szczyt sezonu już minął (przypada na lipiec-sierpień), większość miejsc miała pełne obłożenie. Tak więc docierając na Gili Air warto sobie zarezerwować coś z wyprzedzeniem. 



Niektóre osoby narzekają, że dość daleko od brzegu przez cały czas jest płytko. Zgadza się, w niektórych miejscach tak jest. Ale wystarczy przejść w inną część wyspy i można zażywać morskich kąpieli niezależnie od tego, czy jest akurat przypływ czy odpływ.

Jeśli chodzi o jedzenie, to dostępny jest pełen zakres cenowy: od tanich "warungów" po dość wysoko pozycjonujące się restauracje z zachodnim menu. Na każdym kroku są szkółki nurkowe oferujące zarówno kursy wstępne jak i wyprawy dla doświadczonych (certyfikowanych) nurków. 

W Gili Air piękne jest to, że większość zabudowań idealnie wpisuje się w rajski wygląd wyspy. Są to lekkie konstrukcje lub bungalowy kryte trzciną.



Minusem jest to, że w miejscach, gdzie plaże są wąskie, praktycznie całe zaanektowane są przez leżaki należące do zlokalizowanych obok knajp i resortów. No i znajdą się miejsca, gdzie nie będzie zbyt pięknie: krajobraz psuć będą walające się śmieci albo rozpadające się prowizoryczne zabudowania. Ale to raczej wyjątek, nie reguła.

Po tym jak już obeszliśmy całą wyspę dookoła, a także wzdłuż i wszerz (może nawet 2 razy), postanowiliśmy przenieść się na "rozpustną" Gili Trawangan. Z Gili Air na Trawangan (z przystankiem na Meno) są dwie publiczne łodzie dziennie (o stałych porach, rano i po południu).

Gili Trawangan wita przybywających dużo bardziej zwartą zabudową we wschodniej części wyspy, taką przypominającą małe miasteczko. Od razu widać, że wyspa jest tą bardziej popularną wśród turystów. Na ulicach kręci się więcej ludzi, mkną rowerki i zaprzęgi konne. Życie jest trochę bardziej intensywne. Opcji zakwaterowania jest mnóstwo. Pomimo tego, że wiele miejsc podobnie jak na Air ma pełne obłożenie, z dostępnością nie ma problemów, a już na nadbrzeżu czekają naganiacze. Noclegi ze śniadaniem można bez problemu znaleźć w cenie 200 tys. rupii (ok. 15 USD). Lokalizacja nie ma większego znaczenia, wyspa jest mała i wszędzie jest blisko, chociaż jeśli ktoś zamierza prowadzić intensywne życie wieczorne wskazane będzie znalezienie czegoś we wschodniej części wyspy (po tej samej stronie co port), żeby uniknąć przedzierania się po nocy przez nieoświetlony palmowy gaj. Z tym niestety będzie się wiązać pewna niedogodność. W miasteczku zlokalizowany jest meczet, który ma BARDZO dobre nagłośnienie. Dla nieprzyzwyczajonych do wokalnych popisów muezina będzie to oznaczało przymusową pobudkę ok. 4:45 rano. Środek nocy, jeśli krótko wcześniej skończyło się wizytę w knajpie...


W przypadku Gili Trawangan na obejście wyspy dookoła trzeba zarezerwować sobie co najmniej 2 godziny. Warto wycieczkę planować tak, żeby znaleźć się po zachodniej stronie wyspy w porze zachodu słońca. Tarcza słoneczna chowająca się za szczytem balijskiego wulkanu Gunung Agung robi niesamowite wrażenie, a atrakcja ta jest bardzo popularna wśród turystów.


O ile wschodnia część wyspy nasycona jest knajpkami, niedużymi hotelami, homestayami i szkółkami nurkowymi, bardziej "odległe" części wyspy zajęte są przez duże, odseparowane resorty, co burzy stereotyp, jakoby była to wyspa wyłącznie dla młodych backpackerów. Ale spokojnie, jest jeszcze dużo wolnego miejsca, gdyby komuś marzył się własny bar na plaży.



A co można właściwie robić na takiej wyspie? Przede wszystkim wypocząć. Plażowanie, kąpiele w morzu, snorkeling, nurkowanie - to wszystko jest w zasięgu ręki. Warto tylko pamiętać, że wejście do wody tam, gdzie jest rafa, może być trudne i niezbędne będą buty do pływania lub płetwy (można tanio wypożyczyć, podobnie jak maskę i rurkę do snorkowania). Ale da się też znaleźć miejsca, gdzie do wody można wejść boso. Rafa jest w większości zniszczona i szara, ale i tak można zachwycić się podwodnym widokiem wielkich i małych kolorowych ryb, ale także naprawdę dużych żółwi morskich lub morskich węży (tak, tak, też widzieliśmy!). 


Uliczne jedzenie, dobre i niedrogie knajpki, sporo promocji (szczególnie weekendowych), dużo muzyki na żywo, kino pod chmurką (kto by się martwił prawem autorskim...), kursy gotowania, masaże, jazda konna. Restauracje i bary wystawiają swoje leżaki także na plaży, ale nie zajmują całej jej szerokości. Kolorowo, bajecznie, rajsko. Nie można przegapić wieczornej uczty dla kubków smakowych na placu w pobliżu portu. Już sam widok świeżych pyszności wrzuca na wysokie obroty pracę ślinianek :)



Jeśli ktoś wybiera się na urlop "wypoczynkowy", a nie maraton zwiedzania - będzie zadowolony. Ale wysepki mogą się szybko znudzić - są maleńkie, a ile można leżeć na plaży i dusić się w tym samym sosie. Zawsze wtedy można wybrać się na pobliski Lombok - pozwiedzać, wspiąć się na wulkan Rinjani, pooglądać wodospady, wioski Sasaków, świątynie. Dla kogoś, kogo nosi po świecie, chillout na rajskich Gili będzie dobry na kilka dni, chociaż i tak wyspy warte są odwiedzenia. Przyda się tylko latarka, ponieważ wyspy borykają się często z przerwami w dostawie prądu.



Dwie wyglądające zupełnie "nieindonezyjsko" osobliwości na wyspach:

1. Alkohol - na Lomboku trudno dostępny (poza piwem); na Gili natomiast są sklepy z wysokoprocentowym alkoholem (głównie importowanym, a więc bardzo drogim, ale są)

2. Środki odurzające - Indonezja słynie z bardzo restrykcyjnego prawa antynarkotykowego. Kary za posiadanie i handel środkami odurzającymi są bardzo surowe, wliczając karę śmierci. Tym bardziej dziwi fakt, że nikt nie kryje się z handlem grzybkami halucynogennymi (a podobno inne narkotyki też są obecne na wyspach). Odradzamy jednak jakikolwiek kontakt z tymi nielegalnymi i niebezpiecznymi substancjami, przede wszystkim dla własnego zdrowia, ale także ze względu na grożące poważne konsekwencje



Ważne ostrzeżenie!

Zarówno na Lomboku jak i na Gili Trawangan (oraz innych częściach Indonezji) w poprzednich latach notowano przypadki śmiertelnego zatrucia alkoholem metylowym (metanolem). Pod żadnym pozorem nie należy kusić się na tanie drinki w barach bazujące na lokalnym alkoholu (araku). Przypadki zatruć dotyczyły też lokalnego alkoholu kupionego w sklepie (fałszowanie produktów w nielegalnych rozlewniach). Bezwzględnie zaleca się konsumpcję alkoholu wyłącznie ze sprawdzonego źródła (najlepsza będzie butelka kupiona w sklepie bezcłowym przed dotarciem do Indonezji, ewentualnie alkohol importowany, choć tu też nie da się w 100 procentach wykluczyć fałszerstwa) lub pozostanie przy piwie, które jest bezpieczne. 

Informacje praktyczne

Dojazd - Na wyspy Gili pływają publiczne łodzie wyruszające z portu Bangsal położonego na północnym wschodzie Lomboku. Przejazd taksówką z Senggigi do Bangsal to koszt ok. 100 tys. rupii (opłacalne przy co najmniej 2 osobach). Z lotniska na Lomboku będzie to 300-350 tys. rupii. Pojedynczy turysta może skorzystać ze zorganizowanych transferów oferowanych przez agencje podróży - transfer z Senggigi już na wyspę docelową kosztuje 75 tys. rupii. Rejs publiczną łodzią z Bangsal kosztuje od 12 do 15 tys. rupii (w zależności od wyspy) i trwa 20-30 minut. Dodatkowo przy płynięciu w stronę wysp od turystów pobierana jest opłata 7,5 tys. rupii - coś w rodzaju opłaty turystycznej i podatku. Trochę wygląda to na naciąganie turystów, ale opłata wyszczególniona jest na wywieszonej w kasie kartce więc trzeba zacisnąć zęby i płacić. W drugą stronę dodatkowych opłat nie ma. Publiczny transport to nie typowe promy, tylko niewielkie łódki, często załadowane towarem i mogące wyglądać jak nasza:


Łódki pływają od godzin porannych do ok. 17. Ruszają nie o stałych godzinach, ale po zebraniu kompletu pasażerów (30-40 osób). Po tym czasie pozostanie przeprawa wyczarterowaną łódką (koszt ok. 500 tys. rupii, może zabrać do 25 osób) lub skorzystanie z "fast boat" prywatnego przewoźnika za ok. 100 tys. rupii od osoby (część ma rozkładowe godziny transferów).

Uwaga! Rejon Bangsal nawet w indonezyjskich wydawnictwach opisywany jest jako miejsce, gdzie zdarza się szczególnie dużo oszustw wobec turystów. Po drodze możecie spotkać ludzi, którzy będą Was przekonywali, że publiczne łódki zostały odwołane i można jedynie wyczarterować prywatną, będą namawiać na transport do portu (albo powrotny) po zawyżonej cenie, będą próbowali sprzedać cokolwiek (np. repelent na komary) mówiąc, że na wyspach się go nie kupi, zdarzają się przypadki agresji słownej. Wszelkie zaczepki należy ignorować i kierować się bezpośrednio do portu. W pierwszej linii znajdują się kasy biletowe (po prawej od głównej drogi niepozorna budka z biletami na Gili Air, po lewej na Gili Trawangan), kupić bilet i zaczekać na komplet pasażerów. Informacja będzie ogłoszona przez system nagłośnienia, więc warto się wsłuchać w nazwę wyspy lub po prostu ruszyć za tłumem. Wsiadając na łódkę trzeba się liczyć z koniecznością zamoczenia nóg do kolan, więc buty narażone na przemoczenie trzeba trzymać w ręce. 

W podróży powrotnej warto od razu z portu kierować się na postój niebieskich taksówek firmy Bluebird (ok. 800 m. od portu wgłąb lądu), które są bezpieczne, a ich kierowcy cieszą się zasłużoną renomą. Lepiej nie korzystać z innych opcji transportu, metody naciągania bywają naprawdę wyrafinowane. Jeśli ktoś ma duży i ciężki bagaż może pokusić się o przejechanie odcinka od postoju taksówek do portu zaprzęgiem konnym. Cena wyższa niż 15-20 tys. rupii na pewno będzie zawyżona, wiele zależy tu jednak od indywidualnych umiejętności negocjacyjnych. Da się też podjechać motocyklem (ojek).

Na wyspy Gili można dotrzeć też bezpośrednio z Bali szybką łodzią. Będzie dość kosztownie, ale w sumie prosto. Transfery oferują biura podróży na miejscu.

Komentarze

  1. Szkoda, że nie zrobiliśmy zdjęcia odpowiedniego - przy knajpach były plansze z tekstem: Drinks with mushroom - one way ticket to the moon:) Ot marketing:)

    OdpowiedzUsuń
  2. The GIli Islands is the place you have to visit beeing in Bali. btw was there this winter. We rode to gili from bali on fast boats by easygili.com. At first we found cheap hotel and went there. Yeah, it is cheap.. Gili islands are nicest place in the world: hot and beatiful beaches, fine bungalows, amazing water and many other things. I think you have to visit this place, and its pretty cheap.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gili Meno jest jak przedsionek raju, sielska atmosfera, piękna natura, żółwie morskie, kolorowa rafa i cudne krajobrazy: http://basiakonieczna.natemat.pl/181021,gili-meno
    Gili Air - radosne miejsce (średnio spokojne) z niesamowitymi krajobrazami :) http://basiakonieczna.natemat.pl/177183,gili-air-pejzazoterapia-w-wydaniu-indonezyjskim

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń