Sos Rohingya

Jedna z najbardziej prześladowanych na świecie narodowości potrzebuje pilnie Twojej pomocy. Włącz się w naszą akcję charytatywną #500kmTrekkinguDlaRohingya i przekaż darowiznę na rzecz pomocy Rohindżom, która organizowana jest na miejscu przez Polską Akcję Humanitarną. Poznaj szczegóły klikając w baner

Kobieta w podróży

Dzisiaj będzie trochę seksistowsko - Panie Szanowne zapraszam do lektury, Panom raczej podziękujemy ;) Będzie o ciuchach (tak, ja napiszę o ciuchach), o tamponach, a nawet o maszynkach do golenia nóg.  Panowie nadal na pokładzie? Odważnym gratuluję :) Zacznijmy zatem.





Pamiętam (jakby to było wczoraj) przygotowania do podróży. Jako przedstawicielka płci żeńskiej :) kilka razy  przepakowywałam mój plecak, szczególnie długo zastanawiałam się co wziąć (z całą pewnością nie "wziąść", ja poszłam do szkoły w zepsutych latach 80-tych) z kosmetyków,  jak to wszystko upchać. Dotąd najdłużej opuszczałam dom na 3 miesiące, jadąc na studiach do USA. Do spakowania rzeczy posłużyła mi jednak wtedy wielgachna walizka i spory plecak. W tym przypadku nie dość, że jechałam na wiele miesięcy, to jeszcze musiałam spakować się w 70 litrowy plecak, do którego mogłam upchnąć jakieś 20-25 kg rzeczy. Oczywiście większość blogów podróżników mówi wyraźnie: nie bierz więcej niż 10-12 kilo. Ale jak zmieścić się w 10-12 kg, gdy jedzie się na tak długo? Do krajów, w których może będę mogła, a może nie, kupić rzeczy niezbędne. Jak spakować się, kiedy będziemy podróżować po tropikach, ale zawitamy również w chłodniejsze rejony? Jak sobie poradzę - maniaczka czystych, na szczęście niekoniecznie wyprasowanych ciuchów - jeśli zabraknie mi koszulek i będę musiała nosić te, które nie przejdą nawet tzw. męskiego testu ("śmierdzi, ale da się jeszcze założyć")?

Po czterech miesiącach wiem już, że wzięłam może nie tyle za dużo rzeczy, ile nie do końca te najwłaściwsze. Wiem też jednak, że w najmniej oczekiwanych sytuacjach te, które byłam już skłonna wyrzucić, przydały się. Wypierzmy jednak brudy publicznie :)

Panie i Panowie, przedstawiam: mój plecak nr 1 (ten duży, o małym nie będziemy rozmawiać ;)

1. Ciuchy:

O bieliźnie pisać nie będę, a przynajmniej nie za dużo - jest to bardzo indywidualna sprawa, sugerowałabym jednak nie brać ze sobą fikuśnych koronkowych cudów, które lubi się najbardziej. Z prostej przyczyny: na takim wyjeździe można prać ręcznie (mydłem, proszkiem, do wyboru do koloru) albo oddawać rzeczy do wszechobecnych tu pralni. Zalet pralni jest wiele. Po pierwsze nie trzeba się męczyć. Osobiście nie widzę powodu, żeby poprzez ręczne pranie składać hołd moim prababkom i wolę, kiedy ktoś inny męczy się za mnie. Tym bardziej, że koszty prania rzeczy w Azji są bardzo niskie (między 1 zł a 2,4 zł za kg). Rzeczy wracają poskładane i pachnące. Z ich czystością jednak bywa różnie. Nie zrozumcie mnie źle - są wyprane, ale plamy wszelkiego typu niestety pozostają. Nie zmienia to faktu, że  zarówno Filipińczycy jak i Indonezyjczycy uważają, że to nie szkodzi, a usługa została wykonana. No cóż - można by się kłócić, ale nie ma po co. Sorry, taki mają tu klimat i tyle ;)

To samo zresztą odnosi się do wszystkich ubrań. Osobiście zakładam, że za kilka miesięcy większość z nich będzie miała kolor i wygląd ładnych szmat, a ich przeznaczeniem będzie dogorywać w roli ściereczki do wycierania kurzu albo np. do mycia okien. Na pewno więc będę eko :) W każdym razie, widząc jak przedstawia się sytuacja, dość wcześnie podzieliłam sobie rzeczy na te, które zużyją się wcześniej i na te, które mają ze mną wrócić. Zakładam, że za jakieś 2 miesiące zrobię pierwszy odsiew. A w międzyczasie 2 pary spodenek i 3 bluzeczki jeżdżą sobie całkowicie nieużywane w moim bagażu.

Skoro już dotarliśmy do ilości to powinnam się teraz pewnie podzielić jakimś mądrym wyznaniem w rodzaju: tak, jestem ciuchoholiczką, wzięłam za dużo ubrań na wyjazd. Ale byłaby to bzdura, więc tego nie zrobię. Może nie wszystkie ubrania MĄDRZE wybrałam, ale ich ilość, jak sądzę, jest odpowiednia. Bez sensu wzięłam tunikę z długimi rękawkami, bez sensu białą bluzeczkę do chodzenia na plażę (jest ciężka), bez sensu jeszcze ze 3 inne rzeczy. Nie pomyślałam racjonalnie, zdecydowałam się pod wpływem emocji (lubię te ciuszki) i nie popatrzyłam pod kątem:

a. przydatności (po co mi tunika z długimi rękawami????)
b. wagi i gabarytów (jedna moja bluzka waży tyle, co 3 inne) i to z pewnością nie było mądre.

Temat ubrań ma jeszcze inny wymiar - zakupy. Azja to przecież zagłębie tekstyliów. Pozostaje jednak kwestia rozmiarów. Nie będę już wspominać o dodatkowych cm. w biodrach, które generalnie mogą stanowić pewien problem (wystarczy spojrzeć na mnie), ale napiszę o czymś mniej oczywistym. O wzroście. My Europejki jesteśmy dość wysokie. I o ile nie idziemy w Azji do sklepu dla turystów, nie obracamy się na typowo turystycznym  terenie - możemy mieć problem z doborem ubrań. Jak wyjaśniła mi niedawno koleżanka, która na Filipinach mieszka już szmat czasu - dobrą opcją w sytuacji bez wyjścia są second handy. Warto wziąć to pod uwagę. Albo po prostu zabrać ze sobą więcej ciuchów i tyle :)

2. Temat kolejny to buty. No, tutaj przypadek pomógł mi już zredukować do normalniejszych rozmiarów mój stan posiadania, ale szczerze mówiąc, gdyby nie ten przypadek, to albo z powodu dumy (no przecież się nie przyznam do błędu, helloooo), albo chciwości, nadal woziłabym DWIE pary sandałków. Po co?  Ano... nie wiem. Bo mam dwie pary i obie lubię. Teraz mam już tylko jedną i jestem z siebie dumna :) Dziękuję Losie :) Nie kazałeś mi podejmować decyzji, po prostu rozwaliłeś jedną parę.

Co jeszcze się przydaje? Jeśli planujecie wspinaczkę na wulkan - przydadzą się buty zakryte. Najlepiej trekkingowe, ale zwykłe adidasy też dadzą radę. Jedyne z czym musicie się liczyć to ogromna ilość pyłu, który na nich osiądzie (ja moje czyściłam 3 razy, ale nadal mają kolor szaro-bury, gdzież im teraz do pięknych błękitów z początków używania). Buty zakryte przydadzą się też:

a. w samolocie (szczególnie jak się leci nad oceanem to ciągnie po nogach ;)
b. w transporcie dalekobieżnym (szczególnie tym z klimatyzacją)
c. często przy wyprawach na rynek (można inaczej skończyć z podeptanymi palcami, a sine paluszki średnio wyglądają potem na plaży, nawet jeśli dopiero co zrobiło się manicure ;)
d. podczas wypraw do urzędów (np. o przedłużenie wiz), gdyż tam należy zachować POWAGĘ
e. panom przydadzą się też czasem w klubach, na imprezach i DISCO (szczególnie na tych ostatnich), choć wymogu oficjalnego nie ma
f. na pewno jeszcze w jakiś sytuacjach, ale w tym momencie nie mam pomysłu w jakich :)

Poza butami zakrytymi i sandałkami potrzebujemy jeszcze oczywiście klapek (czy klapków? nieważne). Klapki są niezbędne, szczególnie jeśli mieszkamy w różnych hotelach i to niekoniecznie najwyższych lotów. Ja polecam wersję klapek plastikowych, bo szybko schną i łatwo je wpakować do plecaka, ale gumowe, japonki i wszelkie inne też się nadają.

3. Kolejny temat rzeka to kosmetyki. W zasadzie można ich nie brać, bo większość jest spokojnie do kupienia na miejscu (w tym maszynki do depilacji nóg, chociaż Gillette filipiński nie trzyma standardów i naprawdę jest maszynką jednorazową ;). Co prawda w mniejszych miejscowościach, w których zakupy robi się w maleńkich sklepikach, może się okazać, że zamiast butelki szamponu będzie można kupić tylko jednorazowe saszetki, ale ich cena jest tak niska, a marki tak różnorodne, że każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Żele pod prysznic  i balsamy to nieco trudniejszy temat, gdyż w sporej ilości zawierają wybielacze, o których już kiedyś pisałam, ale zawsze można znaleźć przynajmniej jedną wersję bez dodatków. Nieco trudniejszym przypadkiem są produkty to tzw. higieny intymnej, czyli pisząc wprost: podpaski i tampony. O, są oczywiście dostępne i to szeroko, ale ich jakość to na moje oko jakieś lata 90. Skrzydełka a i owszem, ale siateczka już nie bardzo :) Tak samo w przypadku tamponów. W szczegóły wchodzić nie będę, zasugeruję jednak, żeby akurat tampony z Polski sobie zabrać.

4. Przydasie. Uff, tutaj istnieje pełna dowolność. Nie będę  opisywać wszystkiego co wzięliśmy, bo straciłabym resztki dobrej opinii ;)  Więc poruszę tylko kilka spraw:

a. prześcieradło - nam się zdecydowanie przydaje. Przydało nam się na Siguijor, przydało pod wulkanem Bromo (fuj hotele), czasem przydaje się do przykrycia, jak w gorącym klimacie dostajemy kołdrę (szczególnie Indonezja). No i świetnie się sprawdziło podczas noclegu na lotnisku w Kuala Lumpur :) Zawijasz się i śpisz jak dziecko.


b. antykomary i inne cudeńka - na Filipinach są dość drogie, w Indonezji zaś tak śmiesznie tanie, że nie warto ich pewnie ciągnąć ze sobą. Ale może ktoś potrzebuje czuć się pewnie już od pierwszego dnia przyjazdu, a sklepu w okolicy brak, wówczas warto wziąć ze sobą z Polski. Bo robaczki, komary i inne mrówki będą wam towarzyszyć w drodze przez całą Azję. 

c. korki do uszu - szczególnie przydatne w Indonezji, gdzie o 4:30 rano swoje śpiewy zaczyna Muezin ;)

d. scyzoryk - zawsze się przydaje :) ma nożyczki, ma otwieracz, nigdy nie wiadomo kiedy będzie niezbędny. A, no i ma nóż. A przecież tutaj w restauracjach dają widelec i łyżkę bez względu na to, czy zamówi się stek czy ryż :)

e. własny ręcznik na plażę - nie spotkaliśmy się jeszcze z sytuacją, żeby któryś hotel dawał ręcznik na plażę, warto więc mieć własny, ale też z drugiej strony - nie zatrzymujemy się w hotelach 5 gwiazdkowych :)

f. latarka - wieczorami (a ciemności zapadają tutaj dość szybko, bo koło 18) nawet w większych miastach latarnie nie dają często wystarczającej ilości światła. Co, jeśli się połączy z dość chaotycznym ruchem ulicznym, może doprowadzić do wypadku. Latarka przydaje się jak znalazł. My coś widzimy i nas widzą :)

g. leki - podstawowe warto mieć, choć wszędzie tutaj są dobrze zaopatrzone apteki, gdzie można kupić wszystko (łącznie z antybiotykiem) bez recepty. Dodatkowo jak twierdzą internety niektóre nasze leki (np. na problemy żołądkowe) nie działają w tym klimacie, nie ma zatem co ich ze sobą wozić. Ponoć działa tylko stary, dobry węgiel. Cała reszta do kupienia na miejscu. Sugerowałabym jednak wziąć ze sobą termometr oraz Panadol, unikać zaś Ibufrofenu (ponoć przy Dendze może działać negatywnie, a nigdy nie wiadomo czy nie złapało się Dengi).

To chyba takie najważniejsze rzeczy. Jeżeli coś mi się jeszcze przypomni, to dopiszę na pewno :) Mój plecak waży ok 20 kg. Sporo kosmetyków zakończyło swój żywot, odpadły jedne buty. Reszta na razie się ostała i na pewno zostanie tam do największej naszej wyprawy - Australii. Kto wie co tam może się przydać? :)







Komentarze

Łączna liczba wyświetleń