Sos Rohingya

Jedna z najbardziej prześladowanych na świecie narodowości potrzebuje pilnie Twojej pomocy. Włącz się w naszą akcję charytatywną #500kmTrekkinguDlaRohingya i przekaż darowiznę na rzecz pomocy Rohindżom, która organizowana jest na miejscu przez Polską Akcję Humanitarną. Poznaj szczegóły klikając w baner

Żyj i daj żyć innym czyli savoir-vivre na wakacjach

Przez cały okres wakacji z szerokim uśmiechem czytałam w internecie artykuły o polskich "Januszach" (proszę, nie bierzmy tego personalnie), którzy w czasie wyjazdów urlopowych miewają problemy z kulturalnym zachowaniem. Internet pełen był memów, pokazywał ogrodzone parawanami całe plaże, naszych rodaków pijących już od rana czy też chodzących w skarpetkach do sandałków. Generalnie - standard. Jak co roku Oburzeni Kulturalni grzmieli w artykułach i pod nimi, że to się nie godzi, wstyd i hańba, jakże tak można. Ach, do tego zawsze dochodzi klaskanie w samolocie przy lądowaniu. Granda po prostu, ludzie klaszczą, a to przecież wstyd.





Osobiście nie mam nic przeciwko skarpetkom w sandałkach (zakładam je czasem w zmrożonym autobusie). Picie jest sprawą indywidualną, choć faktycznie plaża wydaje mi się średnio właściwym miejscem, a godzina 10 rano właściwym czasem. Co do parawanów to się nie wypowiem, bo choć bardzo żałuję nad Bałtykiem dawno nie byłam, a w Azji nie spotkałam się z takim zwyczajem. Klaskanie mnie nie oburza - jak ktoś lubi bawić się w Rubika, to niech się bawi - komu to szkodzi.

To, co doprowadza mnie do białej gorączki, to egoizm i skupienie tylko na sobie. Czasem mam wrażenie, że ludzie jadący na wakacje zaczynają kierować się prostą zasadą: "ja jestem najważniejszy". O ile skarpetki do sandałów krzywdy mi nie robią (choć może znawcy mody zaraz mnie zakrzyczą, że to ich uczucia estetyczne rani), o tyle już np. głośna muzyka z nowego iPhone'a na plaży bardzo mi przeszkadza.

Ja świetnie rozumiem, że jak człowiek jedzie na wakacje to jest tak podekscytowany, że czasem zachowuje się jakby szaleju się najadł, rozum w domu zostawił, a manier i kultury w życiu na oczy nie widział, ale tak sobie myślę, że minimum jakieś nawet na wakacjach zachować należy. Dlaczego? Bo inni też przyjechali na urlop i chcą odpocząć.

Poniżej zatem kilka rzeczy, które moim skromnym zdaniem w to minimum się wpasowują.

1. Muzyce na plaży i w lasach mówimy stanowcze NIE

Być może  jesteś  melomanem, muzyka  jest zawsze z tobą, a już szczególnie chcesz  mieć ją blisko siebie na wakacjach. I słusznie. Masz do tego prawo. Ale cała reszta osób wokół (na plaży, w górach, w lesie) nie ma obowiązku mieć takiego samego gustu jak ty. Załóż więc łaskawie słuchawki na uszy. Będzie wilk syty i owca cała. No i unikniesz awantur albo nawet prztyczka w nos od co bardziej zdesperowanych i potrzebujących ciszy współwakacjujących osobników. 

2. Cicho, cichutko jak myszka

Lecąc na fali poprzedniego punktu, poświęćmy chwilę różnym wrzaskom. Osobiście nie trawię tak zwanym wrzaskulów, które to, co powiedzieć można  normalnie, wyrzucają się z siebie tak głośno, że umarłego by obudził. Ja rozumiem, że człowiek może mieć potrzebę pokrzyczeć. Może chcieć popisać się przed znajomymi, a jedyne czym może ich przewyższyć to  głośność wrzasku. Może mieć potrzebę zapewnienia sobie szerokiego audytorium, bo inaczej nikt go nie słucha i nieważne  jest dla niego, że to audytorium to 20 zirytowanych jego wrzaskami osób. Może mieć pomroczność jasną i nie do końca kontrolować głośność swojego głosu. Nie zmienia to faktu, że wrzaskuli nie lubię. Chcesz się podrzeć? Idź na pustynię. Albo na dyskotekę. Tam przynajmniej nikomu nie będziesz przeszkadzał. 

3. Nie budź śpiących wilków

Wchodzisz na lotnisko/dworzec. Jest środek nocy. Rozglądasz się wokół siebie i widzisz mnóstwo ludzi poukładanych na fotelach/podłodze/karimatach i tkwiących twardo w objęciach Morfeusza. Kulturalnie będzie  przejść cichutko dalej jeśli ty i twój przyjaciel chcecie sobie podyskutować. Niekulturalne zaś bardzo będzie: skakanie po krzesłach, głośne okrzyki, głośne rozmowy, piskliwy śmiech, puszczanie sobie głośno filmików z Youtube. Widzisz, że inni śpią? Pozwól im spać. Mają do tego prawo. 

4. Idąc chodnikiem, pamiętaj o bliźnich

Chodzenie po chodniku/ulicy to naprawdę nic trudnego. Tak się przynajmniej wydaje. Ale jak się okazuje nie wszyscy są w stanie opanować zasadę, która brzmi: pamiętaj, że nie jesteś na chodniku sam. I konsekwencje są przykre. Idą dwie osoby, trzymając się za ręce i jak to zakochani co chwilę dając sobie słodkie buziaczki. Idzie ktoś z naprzeciwka a chodnik jest wąski? Cóż to jego problem. W końcu my, dwie słodkie istotki, musimy iść kolo siebie. Nie wiem jak w was, ale we mnie w takich sytuacjach budzi się złośliwa bestia i bezczelnie idę prosto przed siebie. Będą musieli puścić na chwilę rączki, żebym mogła przejść? Ojej. Tak mi  przykro. Może następnym razem nie zepchną kilkunastu osób na ulicę, gdzie pędzą samochody i motorki. Ten sam problem zauważam zresztą nie tylko w zakochanych parach, ale również w grupach, rodzinach (mama, tata i ich troje dzieci idzie trzymając się za rączki przez całą szerokość chodnika). Mam czasem wrażenie, że niektórzy naoglądali się amerykańskich sentymentalnych filmów i chcą tak samo. Brakuje tylko zachodu słońca. Mostu skąpanego w deszczu. No i za dużo ludzi wokół. Niech znikną. 

5.  Nie rób gwałtownego stop bez ostrzeżenia

Chodnik w ogóle  jest pełen niebezpieczeństw.  Oprócz chodzenia na całą szerokość, niektórzy mili ludzie mają tendencję do gwałtownego zatrzymywania się na jego środku. Ok, rozumiem, że my nie auta i ostrzegających świateł stopu nie mamy, ale naprawdę chcąc się zatrzymać można  zejść lekko na bok, a nie stawać jak święta krowa pośrodku i blokować przejście. To nie jest zbyt trudne. 

6.  Inni ludzie to nie zwierzęta - robienie im bezczelnie zdjęć jest niegrzeczne

Hmm, ten temat jest trochę tricky, bo sama czasem robię zdjęcia z ukrycia innym ludziom. Nie powiem, fascynują mnie niektórzy: a to swoim ubiorem, a to fryzurą czy tatuażami. Albo postawą. Ale staram się robić to dyskretnie, udając, że się bawię aparatem czy komórką. To nietrudne. A przynajmniej moje hmm "obiekty" nie wiedzą, że zostały sfotografowane, a czego oczy nie widzą, temu sercu nie żal. Lepsze to na pewno od podchodzenia do kogoś i prosto w nos strzelania mu fotki. Albo jeszcze lepiej ustawiania się koło niego, nawet bez udawania, że przypadkiem i robienie sobie selfie z tego dziwnego kija, w którym tyle osób się lubuje. Chcesz zrobić komuś zdjęcie? Rób. Byle dyskretnie. Ludzie mają swoje uczucia. I mogą chcieć gwałtownie je wyrazić. A wtedy zostaje tylko brać nogi za pas. I po co marnować sobie taki  piękny urlop?

7. Słowa  klucze: proszę, dziękuję, przepraszam. A, i dzień dobry

Parę dni temu siedzieliśmy sobie przy stoliku koło targu z jedzeniem i pałaszowaliśmy pyszne grillowane szaszłyki. Nagle dosiadła się do nas jakaś kobieta z córką. Dosiąść się mogła, miejsca było wystarczająco, przywykliśmy jednak do tego, że po pierwsze w takich sytuacjach ktoś się pyta czy może się dosiąść do stolika, a po drugie mówi przynajmniej dzień dobry. W obojętnie jakim języku. Miła pani - miłosiernie nie napiszę z jakiego była kraju, wspomnę tylko, że jest on na wschód od naszej ojczyzny, a jego prezydent posłużył jako pierwowzór do wykreowania filmowej postaci skrzata Zgredka w Harrym Potterze, przyniosła ze sobą swoje jedzenie, co nie przeszkadzało jej wlepiać oczy w nasze pyszne szaszłyki. Nie przeszkadzało jej to również w komentowaniu naszego jedzenia, a nawet strojów (moja czerwona tunika nie znalazła w jej oczach uznania) i do głowy jej nie przyszło, że my cokolwiek z tego zrozumiemy. No cóż, ja to średnio, ale Łukasz całkiem nieźle. Szkoda, że nie widzieliście jej miny, kiedy odchodząc od stolika Łukasz kulturalnie powiedział jej "da swidania". A wystarczyło, żeby przysiadając się spytała po rosyjsku czy może. Albo powiedziała "dzień dobry". No cóż....

8. Za czym stoi ta kolejka?

Mój ulubiony temat. Kolejka. Parę dni temu - ostatnio naprawdę sporo się dzieje - stałam w kolejce do damskiej toalety. Zwykle jakoś tak jest, że do damskich toalet są kolejki, bez względu na region w jakim człowiek się znajduje. Nagle na przód kolejki zaczęły się pchać dwie nadobne Słowianki z długimi warkoczami pochodzące znowu z tego samego kraju, co miła pani od jedzenia. Kulturalnie zwróciłam im po angielsku uwagę, że jest kolejka i należy stanąć na jej końcu. Młode damy popatrzyły na mnie wzrokiem pod hasłem: ale o co ci chodzi. Spróbowałam na migi, ale ten język również do nich nie przemówił. Dopiero użycie słowa mniej parlamentarnego i zamachanie ostrzejsze rękoma uświadomiło im, że mają się przenieść na tył kolejki. Z minami skrzywdzonych niewinności wycofały się na koniec, tym bardziej, że pozostałe panie w kolejce mierzyły je niezbyt przyjaznym wzrokiem. No cóż. Nie pierwszy i nie ostatni raz się z tym stykam. Nauka jest zaś prosta. Widzisz kolejkę? Stań w niej. Nie jesteś pewien czy powinieneś? Zapytaj. Nie znasz języka?  Posłuż się gestykulacją, to naprawdę nie jest takie trudne.


I tak dotarliśmy do końca. Przynajmniej chwilowo, bo coś czuję, że ludzie - wakacyjni Janusze -  jeszcze nie raz mnie zadziwią :) Muszę przyznać, że w niektórych sytuacjach ciśnienie człowiekowi skacze i ma ochotę osobie łamiącej zasady zrobić naprawdę coś nieprzyjemnego. I wtedy trzeba łapać ZEN. I powtarzać sobie coś o kwiatku, oceanie i błękicie. Tylko jak to leciało?


Komentarze

  1. Świetny tekst! W pełni się zgadzam! Śmiejemy się z "Januszy podróży", ale tak naprawdę każdy z nas czasami jest takim Januszem. Natomiast pewnym zasad odpowiedzialnego podróżowania przestrzegać trzeba!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najciężej zobaczyć skazę u samego siebie :) Oczywiście my też sporo tych rzeczy robimy, ja permanentnie blokuję przejście stając nagle na chodniku. Za co Łukasz na mnie krzyczy i słusznie. A masz może jakieś swoje przykłady zachowań, które można dodać do listy? Historie z życia wzięte?

      Usuń
  2. Ola uwielbiam czytać twoje felietony, poprawiają mi humor między"papierami", laptopem i kontrolami:) Co do osób myślących,że są anonimowi w podróży(patrz twoja tunika i niewybredne komentarze), przypomniałam sobie tekst Polaka, który zgubił się w New Yorku na jakiejś dalekiej stacji. stanął i zrozpaczony powiedział: i co ja teraz k...a zrobię..Nagle usłyszał po Polsku: cemu ty tak bzydko mówis? okazało się,że na odsiecz przybył mu ciemnoskóry policjant w mundurze. Morał, uważajmy co mówimy, nawet na końcu świata. Pozdrawiamy serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Bardzo się cieszę, że moja grafomania odrywa Cię od codzienności :) Genialna ta historia z Nowego Yorku, my sami zaliczyliśmy taką samą wpadkę w Singapurze. Szliśmy przez targ w Chinatown, było strasznie gorąco. Łukasz chciał się powygłupiać i powiedział parafrazując łomżing: Wydra, ale dzisiaj smażing. I w tym momencie usłyszeliśmy: Dzień dobry Państwu. Ja zaczęłam się śmiać, miny Łukasza możesz się domyślić. A potem będą pisać, że Polacy na wakacjach zachowują się dziwnie :) Pozdrawiamy również

      Usuń
  3. Bardzo dobry tekst! Niestety bardzo dużo osób zachowuje się w miejscach publicznych jak jakieś "bydło". Szkoda, że nie możemy nic z nim poradzić;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można pröbować reagować, ale to bywa trudne, bo więcej nerwòw kosztuje niż to warte. Najbardziej mnie egoizm powala, szczegòlnie na chodnikach, a już najgorzej jest w Azji, gdzie chodnikòw jak na lekarstwo, za go na ulicach szybko jadące motorki i samochody. A wystarczyłoby trochę pomyślunku od innych :( ech, przynajmniej teraz sama na siebie krzyczę jak robię ktòrąś z tych rzeczy ;) Choć to też dziwnie wygląda 😄😅

      Usuń

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń