Sos Rohingya

Jedna z najbardziej prześladowanych na świecie narodowości potrzebuje pilnie Twojej pomocy. Włącz się w naszą akcję charytatywną #500kmTrekkinguDlaRohingya i przekaż darowiznę na rzecz pomocy Rohindżom, która organizowana jest na miejscu przez Polską Akcję Humanitarną. Poznaj szczegóły klikając w baner

Hong Kong, czyli między wschodem a zachodem

Kiedy w naszych głowach zakwitła myśl, żeby po drodze na Tajwan zahaczyć o Hong Kong, nie do końca wiedzieliśmy, czego się spodziewać. W głowie oczywiście były pewne wyobrażenia: Nowy Jork Azji, las wieżowców, pomost między zachodnią a dalekowschodnią cywilizacją, tłumy na ulicach pędzące w chaosie w każdym kierunku, betonowa pustynia... Jak to z wyobrażeniami bywa, część z nich można między bajki włożyć, część z nich się sprawdziła, jak zwykle wiele rzeczy zaskoczyło. I dobrze, bo dzięki tym zaskoczeniom dalej mamy pewność, że czegoś się podczas naszej podróży uczymy. Hong Kong sprawia bardzo dobre wrażenie. To tętniąca życiem, bardzo rozwinięta i czysta (za wyjątkiem godzin wczesnoporannych przed sprzątaniem) metropolia. Oszałamiająca kolorami sklepowych neonów i blichtrem największych światowych marek. Zachwycająca mieszanką nowoczesnej zabudowy drapaczy chmur z architekturą tradycyjną i pozostałościami kolonialnej zabudowy. Dająca całkiem duże poczucie bezpieczeństwa dzięki  bardzo niskiej przestępczości i uporządkowanemu ruchowi na drodze. I żeby tylko nie było tak drogo... Zapraszamy na wycieczkę pt. "Trzy dni w Hong Kongu".




O ile ktoś nie dociera do Hong Kongu drogą lądową z Chin (trzeba pamiętać, że z punktu widzenia przepisów imigracyjnych oznacza to opuszczenie Chin i powrót do nich będzie wymagał wizy wielokrotnej), pierwsze kroki postawi na międzynarodowym lotnisku Chek Lap Kok, położonym ponad 30 km od "downtown". Lotnisko jest duże, nowoczesne i świetnie skomunikowane. Szybkie połączenie z centrum zapewniają pociągi, ale są dość drogie. Sporą popularnością (szczególnie wśród miejscowych i obeznanych z tematem) cieszą się autobusy, które łączą lotnisko z najpopularniejszymi miejscami na terenie Hong Kongu (np. przejazd do popularnej wśród turystów noclegowej miejscówki, dzielnicy Tsim Sha Tsui, zajmuje bezpośrednim autobusem niecałą godzinę i kosztuje 33 HKD - tj. ok. 17 zł - połowę tego co pociąg). Po wyjściu z terminala można przestraszyć się trochę ogromnej kolejki do autobusu, ale dość szybko się ona rozładowuje. To w ogóle fenomen w Hong Kongu: na przystankach wymalowane są linie dla oczekujących na konkretny autobus. Nikt się nie przepycha, nie depcze po stopach, wszyscy kulturalnie czekają na swoją kolej. Autobus jest bardzo wygodny, w środku znajdują się półki na bagaże, często działa też bezpłatne wifi. Można płacić gotówką (odliczona kwota, kierowca nie wydaje reszty) lub przy pomocy elektronicznej karty Octopus (którą bezwzględnie dla wygody poruszania się transportem publicznym trzeba nabyć). Szczegóły w informacjach praktycznych na dole posta.

Znalezienie noclegu może być wyzwaniem. Bo o ile baza noclegowa jest duża, to ceny odbiegają od tego, do czego można się było przyzwyczaić w innych krajach regionu. Ale da się znaleźć coś przyzwoitego w cenie ok. 25 EUR za noc. Trzeba się tylko przygotować psychicznie na fakt, że ze względu na horrendalne ceny nieruchomości powierzchnia jest naprawdę w cenie i pokoje są - według europejskich standardów - mikroskopijne. Np. na 8 m.kw. guest house'y potrafią upchnąć łóżka dla 3 osób i jeszcze łazienkę. Sorry, taki tam mają klimat :) My polecamy dzielnicę Tsim Sha Tsui na południowym krańcu Półwyspu Koulun (w pobliżu Victoria Harbour), która jest świetną bazą wypadową w każde miejsce.

Jeśli do Hong Kongu docieramy przed wieczorem, warto rozpocząć jego zwiedzanie od Victoria Harbour (w pobliżu Cultural Centre), gdzie codziennie o 20 można obejrzeć light show -  ciekawą grę świateł na wieżowcach po obu stronach portu. Show wzbogacone jest o muzykę, a efekt - choć może nie zapiera tchu w piersiach - bardzo przyjemny dla oka. Obecne na miejscu tłumy zdają się potwierdzać opinię.




Kolejny dzień (a nawet dwa, bo zmęczenie po podróży nie pozwoliło nam wstać zbyt wcześnie) przeznaczyliśmy na wyspę Hong Kong (dla uniknięcia wątpliwości: obszar administracyjny Hong Kongu składa się z części położonej na Półwyspie Koulun, Wyspy Hon Kong, Wyspy Lantau i mnóstwa innych wysp i wysepek). Z Victoria Harbor można się na nią dostać m.in. promem Star Ferry (za niecałe 3 HKD od osoby), który kursuje pomiędzy Star Ferry Pier a dzielnicą Central. Można się stamtąd przespacerować do Central-Mid-Levels Escalators - chyba najdłuższego na świecie ciągu zewnętrznych schodów ruchomych (łącznie 800 metrów długości, pokonuje w 20 minut różnicę wzniesień 135 metrów). Oprócz ciekawostki inżynieryjnej to także okazja, żeby zajrzeć w ciasne uliczki Hong Kongu, gdzie toczy się codzienne życie, a ludzie przesiadują w niewielkich knajpkach i jadłodajniach.




Schodząc w dół (tak, niestety w dół schody już nie jeżdżą i trzeba poprzebierać nóżkami) można zajrzeć do słynnej Man Mo Temple położonej przy Hollywood Rd (chociaż ja zapamiętam przede wszystkim atak kaszlu spowodowany gęstym dymem z kadzidełek) oraz na samą Hollywood Rd. Potem spacerek w okolice nadbrzeża (Des Voeux Rd Central przy Western Market), gdzie można złapać piętrowy tramwaj w kierunku Causeway Bay. Nie muszę chyba wspominać, że warto użyć łokci i pazurków (wszystko oczywiście przypadkiem), by zająć miejsce na górnym poziomie i to na samym przedzie - najlepszy widok gwarantowany.





Causeway Bay to taki Times Square Hong Hongu - jeszcze bardziej kolorowo, jeszcze większe ekrany świetlne i jeszcze więcej ludzi. Polecane szczególnie wtedy, jeśli do tej pory nie zauważyliście, że jesteście w ogromnym mieście.




Mniej więcej w połowie drogi między Causeway Bay a dzielnicą Central znajduje się Golden Bauhinia Square z pomnikiem upamiętniającym ponowne zjednoczenie Hong Kongu z Chinami.



Generalnie warto przespacerować się stamtąd z powrotem w kierunku Central Pier wzdłuż nadbrzeża, by podziwiać panoramę wieżowców po jednej i drugiej stronie cieśniny. Widoki są naprawdę imponujące.



 

Prawdziwym "must see" dla turystów odwiedzających Hong Kong jest Victoria Peak (w przewodnikach i na tablicach informacyjnych opisywany po prostu jako "The Peak") - góra na wyspie Hong Kong z niesamowitym widokiem na Victoria Harbour, Koulun oraz okoliczne wyspy. Na szczyt można dostać się autobusem lub zabytkowym tramwajem (to bardzo popularna atrakcja i wymaga odstania masy czasu w kolejce na dole; my sugerujemy wjechać na górę autobusem, a tramwajem zjechać w dół - kolejka do tramwaju na górze jest na maks. 10 minut czekania). Autobus na The Peak można złapać na przystanku przy przystani promowej Central.





Generalnie Hong Kong nie należy do miast, gdzie zwiedzanie polega na bieganiu od punktu do punktu. Tu raczej chodzi o spokojne przejście się ulicami o różnych porach dnia i nocy i poczucie tej specyficznej atmosfery wielkiego miasta. Wbrew pozorom mówimy rzeczywiście o spokojnym przejściu, bo ludzie nie wydają się tu dokądkolwiek spieszyć, nawet jeśli jest ich dużo (to jeden z najgęściej zaludnionych obszarów na świecie). "Betonowo" też wcale nie jest, bo o ile ścisłe centrum to rzeczywiście intensywna zabudowa pnąca się wysoko w górę, to ogólna powierzchnia zabudowy nie przekracza 25% terytorium regionu. Zostało jeszcze dużo zieleni, a parki są świetnie zorganizowane i dają wytchnienie od zgiełku miasta. Kolejnym zaskoczeniem był brak (lub naprawdę niewielka liczba) motocykli na ulicach. Tak jakoś "nieazjatycko" :)




Na ulicach (szczególnie wieczorami) można spotkać nagabywaczy, którzy próbują wcisnąć "copy watches, copy rolex, copy handbag" - chociaż nie skusiłem się na te niebywałe okazje to doceniam fakt, że sprzedawcy mówią wprost o podróbkach, a nie wciskają podróbek jako oryginałów. Mniej zrozumiałe były dla mnie oferty szemranego towarzystwa dotyczące zakupu "weed, marijuana, hash, something special" - seriously, w kraju, gdzie za obrót narkotykami grozi kara śmierci?!

Jeśli komuś znudzi się bieganie po wielkim mieście, może zaplanować sobie szereg innych atrakcji. Od parków rozrywki (Disneyland), poprzez wjazd kolejką na górę z posągiem Wielkiego Buddy (tym razem wybacz Buddo, ale widzieliśmy już tyle Twoich wielkich posągów, że jakby to powiedział Kubuś Puchatek: "brzuch mnie już boli od tego miodku"), wyprawy do parków narodowych czy na mniejsze wysepki. Zakupoholicy znajdą tu nagromadzenie globalnych marek, o jakie trudno gdziekolwiek indziej. Nam potrzeba było trochę atmosfery wielkiego miasta i pod tym względem się nie zawiedliśmy. Dodatkowo czytelne oznaczenia po angielsku i dość powszechna znajomość tego języka wśród mieszkańców ułatwiła sprawę. Gdybyśmy mieli dodatkowy dzień, skusilibyśmy się zapewne na jednodniową wycieczkę do Makao (Macau).

No i nie zapominajmy, że Hong Kong to nie tylko raj zakupowy w sklepach stacjonarnych, ale także tradycyjne bazary. Na zdjęciach poniżej dwa: Ladies Market (rynek dzienny) i Temple Road (rynek nocny).





Na koniec słowo o cenach. To, że Hong Kong jest obszarem bardzo rozwiniętym, sprawia, że ceny towarów i usług również są na bardzo wysokim poziomie. Dotyczy to supermarketów, restauracji, pubów - praktycznie wszystkiego. Płaci się sporo, odnieśliśmy wrażenie, że wiele rzeczy jest droższych niż - w drogiej przecież - Australii. Butelka wody mineralnej w sieciówce może kosztować ok. 6 zł, danie w lokalnej knajpie 25-35 zł, piwo w knajpie 18-30 zł. Naprawdę trzeba mocno trzymać się za kieszeń.

Tak jak wspomniałem Hong Kong, pomimo ogromnej liczby ludności zamieszkującej tej kraj, sprawia wrażenie dobrze poukładanego, sprawnie działającego i przyjaznego miasta. Niezależnie od pory dnia można czuć się tu bezpiecznie (i zawsze sporo ludzi będzie dookoła). Z perspektywy kilkudniowego turysty ciężko dostrzec jakieś poważne minusy, chociaż osoby, które zadomowiły się tu na dłużej, narzekają na problem ze smogiem. Tylko gdzie go teraz nie ma?


INFORMACJE PRAKTYCZNE

Transport - do płacenia za transport (metro, autobusy, tramwaje, promy) najwygodniejsza będzie zbliżeniowa karta Octopus (można nią płacić także w większości sklepów). Można kupić ją na lotnisku (punkt informacyjny przy stacji kolejki na poziomie hali przylotów). Za kartę płaci się 150 HKD (ok. 75 zł), z czego 100 HKD to kredyt na przejazdy, a 50 HKD to depozyt. Niewykorzystana kwota kredytu i depozyt są zwracane przy oddaniu karty (pomniejszone o 9 HKD opłaty manipulacyjnej, jeśli karta jest zwracana przed upływem 3 miesięcy od daty nabycia). Uwaga: kartę można "zadłużyć" w ciężar depozytu do kwoty 35 HKD, warunkiem jest, aby w momencie płacenia za przejazd jej saldo wynosiło co najmniej 1 HKD na plusie (jeśli saldo spadło do kwoty ujemnej, to nie da się już zapłacić kartą za cokolwiek).

Transport z lotniska do Tsim Sha Tsui - autobus A22 z przystanku Ground Transportation Centre za 33 HKD od osoby

Planowanie przejazdów komunikacją - najlepiej ściągnąć apkę HKe Transport, ewentualnie posłużyć się plannerem transportu publicznego w Google Maps


Komentarze

  1. Widoki ciut nie NY, to jednak odmiana po plażach, górach i licznej zieloności:) no i te kolorowe gatki na straganach:) Swoja droga to pośmigałabym po takich kramikach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też czasem czujemy potrzebę "odchamienia" się w wielkim mieście :) I o dziwo to zwykle naprawdę fajne doświadczenia

      Usuń

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń