Piękne oblicze Cejlonu
Tanie zwiedzanie Australii
Indonezyjskie Bali
Tajlandia - Koh Lanta
Komodo - warany i nie tylko
Langkawi jak z pocztówki
Indonezja - Wyspy Gili
Siquijor - wyspa ognia
Anda - nieodkryta perła Boholu
Australia - Great Ocean Road

Tyś najśliczniejsza z całej wsi...


Od paru dni chodzi za mną refleksja pewna, którą bardzo chciałabym się z Wami podzielić. Otóż podczas ostatniej (piątkowej) wyprawy do Tagbilaran (zapominalskim przypominam, że to stolica Boholu :) postanowiłam dokonać zakupu kilku niezbędnych każdej kobiecie kosmetyków. Mój plecak jaki był każdy wie - zmieściłam 20 kg różnych niezbędnych rzeczy (kwestia niezbędności niektórych z nich to temat na osobny wpis) i ani grama więcej. W związku z pakownością mojego plecaka znalazł się tam jeden szampon, jeden żel pod prysznic i jeden balsam. No dobra, balsamy wzięłam dwa, ale tylko dlatego, że uwielbiam ich zapachy. Wracając do niezbędnych zakupów: po miesiącu pobytu w tropikach i niezliczonej ilości mniej lub bardziej spontanicznych pryszniców skończył mi się żel pod prysznic. W pobliskich sklepach dostępne jest wszędzie mydło (Palmolive nomen omen), żeli pod prysznic jednak jak na lekarstwo. Wyprawa do Tagbilaran wpasowała się idealnie w moje potrzeby :)

Radosna jak skowronek na wiosnę wbiegłam do wielkiego MALLA, stanęłam przed półką z żelami i .... lekko zdębiałam. Żele były, a owszem, wszystkie jednak miały ogromny napis: WHITENING EFFECT (w skrócie: jak użyjesz, twoja piękna, wypieszczona przez słoneczko skóra zblednie).





Stałam sobie zatem przed półką, głęboko zastanawiając się, co tu zrobić (w końcu nie po to się opaliłam, żeby teraz się wybielać), z miną z całą pewnością dość głupią, nie przystającą na pewno do młodej (bez złośliwości proszę), ponoć inteligentnej Europejki, kiedy usłyszałam nagle zza moich pleców radosne: Hellloooooo MAAAAAM. Przykleiłam uśmiech numer 5 na twarz (to ten, który zwykle sprzedaję ludziom, którym chcę kulturalnie powiedzieć, żeby zostawili mnie w spokoju) i odwróciłam się do miłej pani. I tu muszę przyznać moja dusza marketera podskoczyła w zachwycie i głębokim uznaniu. Stojąca koło mnie miła pani - w wieku poniżej 30 lat - ewidentnie miała za zadanie zachęcanie do kupna jednego z żeli wybielających. A skąd to wiem? Bowiem jej twarz oraz ręce wyglądały jakby nigdy nie widziały Słońca. BYŁA BIAŁA. Jak córka młynarza. Jak ja przed 4 tygodniami. Jak Anglik, którego widziałam wczoraj i któremu wróżę długą i bolesną noc po siedzeniu na słońcu przez kilka godzin. Biała. I dumna z siebie okropnie. Z lekkim niesmakiem popatrzyła na moją śliczną brązową opaleniznę i zapytała: Some whitening MAAAAM?


Skuliłam się lekko i mrucząc coś do siebie, wycofałam się z alejki. Żel pod prysznic - bez systemu whitening - kupiłam w innym sklepie. 
Kilka rzeczy jednakże warte jest zapamiętania z tej historii:
- zachwyt Filipińczyków nad waszą białą skórą (zaraz po przyjeździe) niekoniecznie wynika z tego, że widzą w was świeżych jeszcze turystów, którym można podać 3krotnie wyższą cenę - oni po prostu chcieliby mieć taką skórę
- spadek zaś ich zainteresowania Wami wynikać może z tego, że ich zdaniem - brzydniecie z każdym kolejnym promieniem Słońca :)
- biała skóra w jakiś sposób oznacza tu prestiż i możliwości finansowe - im bardziej biała, tym więcej masz pieniędzy, które na odpowiednie zabiegi możesz wydać
- temat jest ewidentnie problematyczny również dla mężczyzn, bo jeden z żeli pod prysznic był przeznaczony dla mężczyzn i również zawierał środek wybielający

whitening-acne-oil-control-scrub_png


- no i last but not least: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i to w każdym aspekcie: również urody :) To co w Europie uznawane jest za najwyższe dobro - piękna, zdrowa opalenizna (oczywiście zdobyta przy użyciu odpowiednich filtrów, bez oparzeń), to w Azji stanowi dowód na ubóstwo i jest powodem do lekkiego wstydu.
Trudno, będę się wstydzić. Pod tym kątem pozostanę Europejką :) Nie będę najśliczniejsza z całej wsi. Wystarczy, że Łukasz jest ;)

Komentarze

  1. PS- na FB non stop wyskakują mi reklamy w stylu: kup nowy balsam z super systemem wybielającym. Wielki Brat czuwa;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola, hehehe, to dlatego, że tak bardzo chciałaś nam pokazać śliczne packshoty tychże żeli wybielających by Nivea. Swoją drogą, ten kult białej (no jasnej) skóry, to chyba nie tylko Filipiny, ale szerzej zakrojony temat.

      Usuń
  2. Oho, ktoś wreszcie poznał się na prawdziwym pięknie :/ Ale dlaczego tylko w jednej wsi?

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tą wsią to bardzo blisko... I z tym prestiżem również. Moim zdaniem, tak samo jak w Japonii czy Korei, brak opalenizny (jasna skóra etc) oznacza kogoś zamorznego, bo nie pracujacego fizycznie w polu. Stąd zachwyt nad jasnoskórymi osobnikami płci obojga. Np w Korei tłumaczka, która bykla z nami na plaży była w długiej kiecce i ogromniastym kapeluszu. I krzywo patrzyła na paradujących w slipkach europejczyków (inżynierów w końcu) "rezygnujących" na włase życzenie ze statusu "nie wsioków".

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń