Piękne oblicze Cejlonu
Tanie zwiedzanie Australii
Indonezyjskie Bali
Tajlandia - Koh Lanta
Komodo - warany i nie tylko
Langkawi jak z pocztówki
Indonezja - Wyspy Gili
Siquijor - wyspa ognia
Anda - nieodkryta perła Boholu
Australia - Great Ocean Road

Langkawi jak z pocztówki

Wybierając się do Azji trzeba wziąć pod uwagę lokalny koloryt. Trochę swojskiego "bałaganu", szpetne budy tu i ówdzie, mrowie ludzi na ulicach, chaotyczny ruch drogowy itp. Ten uogólniony obrazek nie będzie odpowiedni dla każdego. Tak jak napisałem już kiedyś - Azję można pokochać (ze wszystkimi jej osobliwościami), albo znienawidzić. Część ludzi mogłaby uciec z przerażeniem gdzie pieprz rośnie (hmmm, to w sumie chyba też gdzieś tu...) na samą myśl o przejściu przez ruchliwą ulicę albo zjedzeniu czegoś w ulicznej knajpce o wątpliwym wystroju.

Langkawi bardzo odbiega od stereotypowego wyobrażenia na temat regionu. I o ile część podróżników mogłaby kręcić nosem, że miejsce to ma niewiele wspólnego z "prawdziwą" Malezją i jest aż za bardzo pocztówkowe, ja śmiało będę trzymał się zdania, że jest świetną miejscówką zarówno dla tych, którzy pragną przecudnej egzotyki w typowo turystycznym otoczeniu i urlopowym klimacie, jak i dla tych, dla których infrastruktura turystyczna ma drugorzędne znaczenie, bo przede wszystkim chcą nacieszyć oczy pięknem natury. Dla jednych i drugich Langkawi z pewnością będzie znakomitym doświadczeniem, bo pomimo niewielkich gabarytów wyspy jest tu dużo do zobaczenia. 



Garść faktów:

Langkawi to archipelag około 100 wysp (podobno 104, z czego 5 wyłania się z morza wyłącznie podczas odpływu) położonych na północnym zachodzie Malezji, w pobliżu jej granicy z Tajlandią, w odległości około 30 km. od wybrzeża Półwyspu Malajskiego. Administracyjnie należy do przygranicznego regionu Kedah. Łączny obszar wszystkich wysp to niecałe 500 km. kw., z czego największa jest wyspa Langkawi o wymiarach zbliżonych do 25x25 km w najszerszym i najdłuższym miejscu. Oprócz głównej wyspy zamieszkała jest jeszcze wyspa Tuba i - w mniejszym stopniu - Rebak i Dayan Bunting. Łącznie około 100 tys. ludzi.

Głównym miastem wyspy jest Kuah, gdzie zlokalizowany jest terminal promowy. W Kuah jest też największa koncentracja sklepów i supermarketów. Ważnym miasteczkiem jest Pantai Cenang, z najsłynniejszą na wyspie plażą, licznymi hotelami i bogatą ofertą handlową i gastronomiczną. Pantai Cenang położony jest zaledwie kilka km. od lotniska.


Dostać się na wyspę jest łatwo. Można dolecieć samolotem - bardzo dużo połączeń jest z Kuala Lumpur, także z Singapuru, Penang i Phuket. Langkawi ma częste połączenia promowe ze stałym lądem w Malezji (Kuala Perlis, co jest najkrótszą trasą, i Kuala Kedah), z tajlandzkim Satun (3 rejsy dziennie), a także z wyspami Penang w Malezji i Koh Lipe w Tajlandii. 

Dlaczego Langkawi?

Przez ostatnie miesiące widzieliśmy sporo. Dużo pięknych plaż, urokliwych zatok, małych i większych wysp, cudne góry, senne miasteczka i takie z wszechogarniającym chaosem i hałasem. Przyznałem już kiedyś, że coraz trudniej nas czymś zaskoczyć i robimy się coraz bardziej wybredni na rajskie widoki, a mimo to uroda Langkawi zachwyciła nas na tyle, że z pełną świadomością zaliczamy wyspę do czołówki miejsc odwiedzonych do tej pory. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Langkawijczycy dobrze wiedzą, jakie oczekiwania mają turyści i potrafią im sprostać. Wyspa i jej atrakcje są dopieszczone, wszędzie jest bardzo czysto, a ruch drogowy cywilizowany jak nigdzie indziej w regionie.

Plaże

Pantai Cenang Beach to najsłynniejsza i największa plaża na wyspie. Długa, szeroka i z bielusieńkim, drobnym piaskiem. Z przejrzystą, bardzo ciepłą wodą i niewielkimi falami. Podczas odpływu można przespacerować się dość daleko wgłąb morza mając wodę najwyżej do pasa. Mało ludzi, dla każdego znajdzie się duża przestrzeń i w żadnym wypadku nie ma się poczucia (jak to czasami bywa na Phuket), że ktoś zagląda ci przez ramię w książkę. Z przepięknym widokiem na sąsiadujące mniejsze wysepki. Jest też bardzo spokojna. Są co prawda wypożyczalnie skuterów wodnych, ale prawdę mówiąc nigdy nie zauważyłem, żeby mi przeszkadzały. Najspokojniej będzie na niewielkim cyplu na zachodnim krańcu plaży, tuż przed dużym, ekskluzywnym resortem, chociaż jeśli spędza się tu cały dzień to będzie można usłyszeć i zobaczyć kilkanaście lądujących i startujących samolotów z pobliskiego lotniska.



Plaża ta, ze względu na sąsiedztwo miasteczka Pantai Cenang, żyje też w nocy. Niewielkie knajpki wystawiają maty lub krzesełka wprost na piasku, gdzie można rozkoszować się chwilą, niższą temperaturą oraz morską bryzą popalając shishę i popijając drinka. Czasami można też posłuchać grania lokalnej kapeli. Absolutnie fenomenalne klimaty!




Pantai Tengah to plaża zlokalizowana w bezpośrednim sąsiedztwie Pantai Cenang (na wschodzie, za skalistym cyplem). Mniejsza i, wbrew temu co czytaliśmy w przewodnikach, wcale nie spokojniejsza. Ze względu na gabaryty wydawała się trochę zatłoczona, a do tego okupowana przez kilkanaście stanowisk z parasailingiem, które zmuszają do chodzenia zygzakiem ze względu na starty i lądowania. Serio, w jednym momencie na niebie jest tak dużo amatorów latania, że chwilami zastanawiałem się, czy nie poplączą im się linki albo nie zderzą się motorówki holujące ich. Nasza ocena: słabo. Gdzie indziej będzie lepiej.

Pantai Kok to plaża położona w zachodniej części wyspy, gdzie co prawda się nie wylegiwaliśmy, ale zatrzymaliśmy się, bo niewątpliwie okolica jest bardzo ładna. Plaża położona jest w dość odludnym miejscu, chociaż przy drodze wiodącej do Oriental Village i kolejki linowej. Jest bardzo spokojnie, zatrzymuje się tu sporo jachtów pływających w okolicy. Można poopalać się bez konkurencji ze strony innych plażowiczów. Albo schłodzić się w wodzie po męczącej wędrówce w góry.




Pantai Pasir Hitam - plaża w północnej części wyspy, jej nazwa oznacza czarny piasek i rzeczywiście można zobaczyć tam mix kolorów, ale prawdę mówiąc, zajrzeć tam można przy okazji, ale wcale nie trzeba. W niedużej odległości znajduje się bowiem crème de la crème ze wszystkich plaż na wyspie, czyli...




Plaża Tanjung Rha - położona na północnym krańcu wyspy. Po drodze mija się niewielką plażę położoną tuż przy ulicy ("To już tu? I czym tu się zachwycać?") i jedzie dalej przez las, wzdłuż kanału z porastającymi brzeg namorzynami. Mija się jeden odludny, ekskluzywny resort i jedzie dalej. Niech nie przestraszy was strażnik z groźną miną przy szlabanie. Wystarczy podpisać oświadczenie o przestrzeganiu regulaminu porządkowego na prywatnym terenie i można jechać dalej. Warto, ponieważ Tanjung Rha to jedna z najpiękniejszych plaż, jakie widziałem do tej pory. Odludna, spokojna, czysta. Z ogromnymi połaciami białego piasku, lazurową wodą, z możliwością rozłożenia się na uboczu pod iglastymi drzewami. Z absolutnie obłędnymi widokami na maleńkie i większe wysepki oraz wapienne formacje skalne. Raj dla plażowiczów, raj dla miłośników natury i raj dla szukających świętego spokoju. Jeśli nawet w jednym miejscu zbierze się nagle trochę więcej ludzi (szczególnie w cieniu pod drzewami), to wystarczy odsunąć się kilkadziesiąt metrów dalej i cieszyć naturą na wyłączność. Tego nie da się opisać. To trzeba po prostu zobaczyć.





Wodospady

Te na Langkawi są przepiękne. I przyciągają mnóstwo turystów, ponieważ warto je zobaczyć i można schłodzić się w orzeźwiającej wodzie. Można poprzestać na podjechaniu do wodospadu Duriana, gdzie generalnie cała przestrzeń jest zagospodarowana pod kątem rekreacyjnym (altanki ze stołem i ławkami oraz miejscem na grilla), całość wygląda jak przepiękny ogród i wcale nie trzeba się namęczyć (czytaj: wdrapywać w górę). Nawet dojście na samą górę nie będzie bardzo wymagające, a na pewno warto.




Dużo bardziej wymagające będzie dotarcie na wodospad Seven Wells. Może nie na sam wodospad, bo ten jest położony niezbyt wysoko w stosunku do parkingu. Ale dotarcie na platformę widokową położoną znacznie wyżej będzie wymagało dużo większego wysiłku. To wspinaczka po kilkuset schodach, co samo w sobie nie byłoby jakimś dramatem, gdyby nie to, że powietrze na ścieżce w dżungli po prostu stoi. Jest duszno, gorąco, a skóra momentalnie robi się dużo bardziej mokra niż po wyjściu z prysznica. Nie wiem, jak to jest możliwe, ale jest :) Warto jednak dotrzeć w oba miejsca. A jeśli ktoś ma bardzo dobrą kondycję może kontynuować wspinaczkę na szczyt góry, chociaż sugerowałbym wybranie innej pory niż godz. 13 :)




Góry

Całkiem wysokie. Gunung Raya, najwyższy szczyt wyspy, ma ok. 850 metrów wysokości i można dojechać tam samochodem (albo od biedy na dwóch kółkach, ale lepiej postarać się wtedy o coś z mocniejszym silnikiem). Ale to nie Gunung Raya jest największą "górską" atrakcją Langkawi. Najpopularniejsza jest kolejka linowa ("cable car"), która wwozi turystów na dwa poziomy wysokości, skąd można podziwiać panoramę wyspy i okolic (przy dobrej widoczności widać brzeg Półwyspu Malajskiego, Tajlandię i Sumatrę) z platform widokowych albo podwieszanego mostu.



Przy dolnej stacji kolejki znajduje się Oriental Village - turystyczna osada z knajpkami, pamiątkami, kinem 6D, sklepami. Sama kolejka jest niezwykle popularna, więc żeby uniknąć tłumów i długiego czasu oczekiwania warto być na miejscu wcześniej. My dotarliśmy na miejsce ok. godzi. 12 i kupiliśmy bilet (35 ringgitów od osoby w dwie strony) dopiero na godz. 15. Ale nie nudziliśmy się, bo wykorzystaliśmy ten czas na skoczenie do pobliskiego wodospadu 7 Wells. I prawdę mówiąc udało nam się przeskoczyć kolejkę o jakieś 15 minut (w jedną i drugą stronę), ponieważ osoby podróżujące "dwójkami" są często wyłapywane z tłumu, żeby dopchać do pełna wagoniki (sześcioosobowe). Warto nadstawić uszu na komunikaty i mieć siłę przebicia (odpowiednie do tego uszy i sprawne łokcie w naszym tandemie posiada Wydra).



Już sama kolejka jest dość oryginalna. Rzekomo jeździ pod najostrzejszym kątem ze wszystkich podobnych kolejek na świecie. Widoki są oszałamiające (krzyki niektórych strachliwych współpasażerów też). Na górze można wpaść tylko w zachwyt. Wyraźnie chłodniej niż na dole, ale te widoki... Z każdego miejsca i w każdą stronę roztacza się przepiękna panorama wyspy i archipelagu. Clue programu to wejście na podwieszany most. Wstęp na most jest dodatkowo płatny (w kasie na górnym poziomie kolejki). Kosztuje to 5 ringgitów od osoby, jeśli idziemy pieszo, albo 15, jeśli podjeżdżamy - tu uwaga, proszę się nie śmiać, ale nie znajduję lepszego określenia - windą jadącą w dół po skosie i w dodatku z zakrętami; taki windo-roller-coaster :) Kolejna rzecz, która wygrała z moją wyobraźnią.



Podwieszany most nie jest dla ludzi z ostrą odmianą lęku wysokości (naprawdę przykro mi się zrobiło, kiedy widziałem tak na oko 20-letniego chłopaka, który z paniką w głosie, pokryty kroplami potu wyjąc wniebogłosy czołgał się samym środkiem; nie wiem tylko po jaką cholerę tam właził). Za to ci, którzy nie mają lęku wysokości, albo nawet mają, ale nie boją się, jeśli są solidne barierki - to mój przypadek - nie będą zawiedzeni. Budowla robi wrażenie, przeszklone tafle umieszczone gdzieniegdzie pozwalają spojrzeć 100 metrów w dół. Jest naprawdę pięknie i jest to atrakcja warta swojej ceny. I z pewnością jest to najczęściej fotografowane miejsce na całej wyspie




Geopark

Od kilku lat Langkawi ma status Geoparku nadany przez UNESCO. Najważniejszym obszarem chronionym jest Kilim River Geopark położony w północnej części wyspy, ciągnący się aż do Tanjung Rha Beach. Do najciekawszych widoków zalicza się lasy namorzynowe, dzikie zwierzęta w ich naturalnym środowisku, wapienne jaskinie. Można wybrać się tam w ramach zorganizowanej wycieczki lub podjechać samemu i spróbować dołączyć się do jakiejś grupy wynajmującej na miejscu łódź.


Datai Bay

Datai Bay, zlokalizowana w północno-wschodniej części wyspy - mimo że podobno piękna - jest odgrodzona najbardziej ekskluzywnymi resortami na wyspie i niedostępna. Trochę to smutne, ponieważ odcina się możliwość zobaczenia tego miejsca "zwykłym ludziom". Dla porównania - w przypadku plaży Tanjung Rha poradzono sobie z dostępem przez teren prywatny. Nie mniej jednak warto pojechać drogą prowadzącą w tę część wyspy. Trochę gór, dużo bujnej zieleni, duże pole golfowe. I małpie rodziny siedzące przy drodze, a już koniecznie obok tabliczek ostrzegających przed dzikimi zwierzętami, zupełnie jakby chciały udowodnić, że tabliczki te nie stoją tu bez powodu.




A co poza tym?

Atrakcji jest jeszcze więcej, nie do wszystkich zresztą zaglądaliśmy. Jest duże akwarium (Pantai Cenang), park dzikich zwierząt (pomiędzy Kuah a Kilim River Geopark). Jest piękna buddyjska świątynia położona na zbocz wapiennej skały. Jest możliwość popłynięcia na kilka sąsiednich wysepek w archipelagu (island hopping już od 30 ringgitów za wycieczkę na pół dnia)




Poruszanie się po wyspie

Na Langkawi nie ma zbiorowego transportu publicznego (ciężki szok dla nas, żadnych rozpadających się jeepneyów, tuk-tuków czy bemo). Można poruszać się taksówkami (np. stała cena na trasie Kuah - Pantai Cenang, czyli ok. 17 km. to 30 ringgitów), ale najlepiej będzie wynająć skuter (od 25 MYR za dobę). Po wyspie jeździ się bezpiecznie. Niektóre drogi (szczególnie 2-3 pasmowe) mają dość szybki ruch, ale większe pojazdy wyprzedzą was bezpiecznie sąsiednim pasem. Skrzyżowania mają sygnalizację świetlną, która naprawdę jest respektowana. Można czuć się komfortowo. Dużo mówi się w internecie o częstych blokadach policyjnych. Przez kilka dni trafiliśmy na chyba z 5 takich blokad, ale policjanci zainteresowani są głównie miejscowymi. O ile więc turysta jedzie grzecznie z kaskiem na głowie i nie robi nic głupiego to małe ma szanse na zatrzymanie przez policję. A jak zdarzy się coś nieprzewidzianego, to trzeba będzie policjantowi zasponsorować "kopi", czyli kawę ;) Taką lepszą, co to może kosztować od 20 do 50 ringgitów ;) Paliwo jest śmiesznie tanie (1,90 MYR za litr). Na stacjach benzynowych płaci się w kasie z góry (jeśli okaże się, że zapłaciliśmy zbyt dużo i benzyna nie zmieści się w baku, można zgłosić się po resztę). W odróżnieniu od innych miejsc nie ma tu tradycji sprzedawania benzyny w butelkach przy drodze na każdym kroku. Warto więc mieć na uwadze, że do najbliższej stacji można mieć nawet 10 km.

Zakupy

Co niektórzy słyszeli może, że Langkawi ma status regionu bezcłowego. Prawda. Daje to możliwość obkupienia się w korzystnych cenach w trzy kategorie produktów: słodycze, alkohol i papierosy. I słysząc "sklepy duty free" nie myślcie o cenach, jakie znacie z podobnych sklepów lotniskowych, gdzie od lat ceny nie są już wcale atrakcyjne. Tutejsze duty free to naprawdę okazja do tanich zakupów. Dla przykładu: duże szwajcarskie czekolady za 6-10 MYR, litrowe Martini to ok. 25 MYR, litrowy bourbon Jim Beam 32-35 MYR, piwo Carlsberg (puszka 0,5l) 2,70 MYR, a karton papierosów (10 paczek) zachodnich marek to 60-82 MYR. 1 MYR (ringgit) to 0,95 złotego. Nic dziwnego, że sklepy przyciągają swoją ofertą naprawdę dużo ludzi. A poza tym w centrach handlowych widać bożonarodzeniowy klimat: choinki, kolędy. Kto by pomyślał...



Zakwaterowanie

To trochę słabsza strona wyspy, o ile nie Malezji w ogóle. Jasne, cały czas jest tanio w porównaniu do Europy, ale wyraźnie drożej niż np. w sąsiedniej Tajlandii. Przyzwyczajeni do drobnych luksusów w Tajlandii przeżyliśmy pewną "degradację", płacąc za noc więcej. Ale z drugiej strony, jak dobrze się poszuka, to można znaleźć dwuosobowy pokój z wentylatorem i własną łazienką od 50 MYR w górę (i to w dobrej lokalizacji).

Jedzenie

Jedzenie jest tanie i smaczne. Langkawi leży na pograniczu, dostępne są dania kuchni malajskiej, tajskiej oraz hinduskiej. Dania "z ulicy" można dostać już od 2 ringgitów w górę. Tanie knajpki to ceny od 7 do 15 ringgitów za danie główne. Wielokrotnie więcej będzie w typowo turystycznych restauracjach nastawionych na tych, którzy szukają ładnego wystroju (najczęściej chodzi o wystrój, bo kto powiedział, że ma być tam smaczniej?)


A na deser? Smażone lody. Koniecznie!



Podsumowanie

Czujecie się choć trochę zachęceni? Powiem szczerze, że dla nas to idealna miejscówka na pierwszy kontakt z Azją. Tak, żeby zachwycić swoim niewątpliwym pięknem, oswoić z lokalną specyfiką, ale nie przestraszyć. Ci, którzy mają ochotę na więcej zawsze będą mogli zahaczyć po drodze (albo w trakcie) o pobliską wyspę Penang czy Kuala Lumpur i przekonać się, jak spodoba im się bardziej intensywne życie.

My również nie mówimy wyspie Langkawi: żegnaj. Po powrocie z Australii mamy w planach zatrzymanie się w jednym miejscu na trochę dłużej. I poważnie zastanawiamy się, czy - z różnych względów - nie będzie to przypadkiem ten mały raj. Ale nawet jeśli w najbliższym czasie tu nie wrócimy, w naszych głowach pozostanie piękna azjatycka pocztówka z Langkawi.


Więcej rajskich widoczków z Langkawi w Galerii

Komentarze

  1. Przekonaliście mnie! Na przełomie czerwca i lipca zaplanowaliśmy 3 tygodnie w tym rejonie Azji: Singapur(4 dni) Malezja i jakieś rajskie miejsce na ostatnie 7 dni. Oferta malezyjskich hoteli mnie nie powaliła i mieliśmy zamiar bryknąć do Tajlandii np Krabi. Po waszej relacji pojedziemy na Langkawi.
    Pozdrawiam
    A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wrócicie Z Langkawi zadowoleni. Jeśli nie, to pewnie w lipcu doczekamy się krytycznego komentarza ;) Chociaż trzeba przyznać, że okolicom Krabi też niczego nie brakuje jeśli chodzi o poziom "rajskości".

      A zapytam tak z ciekawości: na Singapur macie jakiś konkretny pomysł? Gdybym miał tam jechać na 4 dni to po to, żeby dwa spędzić na Sentosie (Universal Studios i akwarium) ;)

      Usuń
  2. Podoba mi się sposób opowiadania.Szkoda, że tak mało na temat noclegów, a to one głównie przyprawiają o ból głowy i pustoszą portfel.Planuję znowu lecieć do Tajlandii, ale ja to na dłużej, więc ciągle mam problem z wizą. Malezja jest ok, że bez wizy można być 3 miesiące, a w Tajlandii tylko miesiąc. Muszę więc się wynosić do sąsiedniego kraju, a potem znowu atakować tajską granicę.Najczęściej wracam do Malezji, do Kuching na Borneo lub do Singapuru. Pomyślałam sobie teraz, dlaczego nigdy nie wpadłam na to, aby polecieć na Langkawi? wasz opis tej wyspy wzbudził we mnie zaciekawienie i właśnie tak zrobię :) A Wy w domu jeszcze, czy znowu w podróży?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) To prawda noclegi bywają problematyczne w Malezji, szczególnie w porównaniu z Tajlandią. Nasze nie były wybitne, więc nie polecamy ich szeroko- sporo opcji można znaleźć na Agodzie w zależności od zasobności porfela. My się w Langkawi zakochaliśmy i naprawdę możemy z czystym sumieniem polecić. No i do Tajlandii to rzut beretem- z Koh Lanty przejechaliśmy tam autobusem/promem. Swoją drogą Lantę też polecamy:) Problem z tajską wizą nas też dotknął niestety- przedłużaliśmy ją jeszcze w Chiang Mai- Malezja pod tym kątem jest dużo bardziej przyjacielsko nastawiona. Chwilowo jesteśmy w Polsce rozkoszując się wiosną:) Choć już tęsknimy za palmami i myślimy co dalej:) Kto raz połknął bakcyla podróżowania- nigdy już się tego nie pozbędzie. Ale Ty chyba o tym najlepiej wiesz :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń