Trekking do Everest Base Camp/Kala Pathar - trasa dzień po dniu (praktycznie)

Jest wiele wariantów trasy do Everest Base Camp. Najpopularniejsza, bo też i najszybsza (choć z pewnymi zastrzeżeniami, o których będzie niżej) jest ta, która zakłada przelot z Katmandu do Lukli. Istnieje też wersja "klasyczna", rozpoczynająca się w Jiri, skąd do Lukli idzie się przeciętnie około 7 dni. My wybraliśmy wariant pośredni: przejazd jeepem do Phaplu (w pobliżu Salleri), skąd do Lukli (którą nawiasem mówiąc w tej wersji trekkingu można ominąć oszczędzając sobie dwustumetrowego podejścia) idzie się, w zależności od tempa, przeciętnie od 3 do 5 dni.



Za wyborem szlaku rozpoczynającego się w Phaplu można znaleźć kilka sensownych argumentów. Dla tych, którzy obawiają się o bezpieczeństwo podczas lądowania na jednym z najniebezpieczniejszych lotnisk na świecie istotne będzie to, że koła jeepa stale trzymają się ziemi (nawet jak akurat przejeżdża się przez rzekę, bo mostu jeszcze nie ma). Loty do Lukli są też bardzo wrażliwe na warunki atmosferyczne - często są odwoływane ze względu na silne zachmurzenie i niedostateczną widoczność. Podczas naszego trekku w okresie 6 dni nie odbył się żaden lot, więc na trasie spotkaliśmy sporo wkurzonych osób, które "nasz" wariant wybrały z przymusu nie mogąc się doczekać na lot (domyślacie się jakie kwieciste słowa wyrzucali z siebie, gdy drugiego dnia zobaczyli przelatujący nad głową samolot?). Trzecim argumentem jest łatwiejsze dostosowanie organizmu do wysokości. Ok, to nie są jeszcze te najwyższe góry, ale podczas dodatkowych 3 dni wędrówki wchodzi się na wysokość 3 tys. m.n.p.m., co już stymuluje organizm do zwiększenia produkcji czerwonych krwinek i poprawienia wydolności organizmu w zakresie możliwości zaopatrzenia komórek w tlen. Ostatnim, niebagatelnym argumentem jest ten cenowy: za lot z Katmandu do Lukli płaci się ok. 350 USD za osobę w 2 dwie strony. Za przejazd jeepem lokalnym (4 miejsca w rzędzie, ciasno) ok. 12 USD w jedną stronę za osobę (wersja z 3 osobami będzie kosztowała ok. 20 USD, prywatny czarter od 120 USD w górę za całego jeepa, choć tu trzeba uważać na naciągaczy). Jest więc przestrzeń do zaoszczędzenia sporej kwoty kosztem czasu (którego akurat nam nie brakuje) i komfortu (nie takimi środkami transportu już w Azji jeździliśmy). Ogromnym minusem jest czas przejazdu: trasę ok. 250 km. jedzie się ok. 12-13 godzin, w zależności od czasu poświęconego na zbieranie pasażerów i korków na drodze. Na szczęście wymieniony wyżej czas zakłada też przerwy na śniadanie, lunch i siusiu, więc jest też okazja do rozprostowania obolałych kości.

Tradycyjnie nie będziemy upierać się, że "nasz" wariant jest najlepszy i jedynie słuszny, ale nam się sprawdził. Jest w miarę przewidywalny czasowo, toteż jeśli tylko macie wolne 20 dni, śmiało możecie iść w nasze ślady. Albo odciąć pierwsze 4 dni (i 4 ostatnie) i cały trek zrobić szybciej z lotami do i z Lukli.

Dla tych, którzy nie lubią czytać, cała nasza wyprawa w 4 minutowym skrócie:



Ważne uwagi: 

1. W dalszej części posta podajemy przykładowe ceny wyżywienia (dotyczy dania obiadowego, którym jedna osoba spokojnie może się najeść; na czas trekku oboje przeszliśmy na wersję wegetariańską - mięsko noszone na plecach porterów lub osłów nie wydało nam się zbyt bezpieczną opcją; bez wątpienia ceny dań mięsnych są sporo wyższe od pokazywanych przez nas przykładów, które dotyczą głównie dal bhata, smażonych ziemniaczków z dodatkiem warzyw, jajka i sera czy np. sherpa stew). 

2. Ceny zakwaterowania w wymienionej wysokości dotyczą sytuacji, gdy posiłki je się w danym tea housie. Jeśli chce się jeść na zewnątrz, cena skacze do 1000-2000 rupii za pokój.

3. Podane na mapkach czasy przejścia w naszym przypadku należało mnożyć przez 1,5 przy podejściach w górę (razem z przerwami). W dół było łatwiej :)

4. Do orientacji w terenie polecamy aplikację mobilną Maps.me. Działa offline, pokazuje trasę, także jej profil i umożliwia kontrolowanie przy pomocy GPS, czy dobrze idziemy. Zaledwie w 2 miejscach wyznaczała trasę w sposób nieoptymalny (o czym w szczegółach poniżej)

5. Wodę do picia lepiej organizować we własnym zakresie, niż płacić wysokie ceny za litr (od 100 do 300 rupii); my korzystaliśmy z urządzenia SteriPen do sterylizacji wody przy pomocy lampy UV, można też stosować chlorowe tabletki, choć smak chloru to niekoniecznie to, co tygrysy lubią najbardziej ;)

6. Opłaty za pozwolenie na trekking i wstęp do parku narodowego można wnieść na trasie (są 2 różne punkty w Monjo). Nie ma potrzeby wchodzić do Lukli ani załatwiać niczego wcześniej w Katmandu. Na trekking do EBC niepotrzebna już jest (od jakiegoś roku) karta TIMS



Szczegóły trasy (100 nepalskich rupii = 3,30 zł)


Dzień 1: Przejazd jeepem z Katmandu do Phaplu (12-13 godzin)

Dzień zaczyna się wcześnie. Jeepy zaczynają zbierać ludzi ok. 5 rano. Przy odrobinie szczęścia pojazd podjedzie w pobliże miejsca zakwaterowania i nie trzeba będzie łapać taksówki na dworzec. Potem 12 do 13 godzin męczącej jazdy w ciasnocie. Ale czego nie robi się dla widoczków po drodze. Dojazd do Phaplu ok. godz. 17-18.



Zakwaterowanie

Ceny zakwaterowania w Phaplu od ok. 400-500 rupii za dwójkę w bardzo podstawowym standardzie (do którego lepiej zacząć się przyzwyczajać). Jedzenie jak na góry tanie. Danie główne 350-500 rupii. Gniazdko elektryczne w pokoju!

Dzień 2: Phaplu - Ringmu - Nunthala (19 km)


Stopień trudności: 4/10

Trekking rozpoczyna się bardzo łagodną ścieżką, chyba po to, żeby nikogo nie wystraszyć. Trasa do Ringmu (12 km) jest naprawdę łatwa, z niewielkimi podejściami i zejściami. Potem zaczynają się schody. Dosłownie i w przenośni. Ostre podejście na szczyt (z 2.700 na 3.100 m.n.p.m.) tuż przed Taksindu, gdzie ma się pierwszą okazję do głośnego sapania. A jak już się tam wejdzie, czeka 800 metrów drogi w dół na odcinku 4 km. do Nunthali. Kamienistą, stromą ścieżką, gdzie trzeba mocno uważać przy stawianiu stopy. Dodatkową trudność stanowi woda. Mnóstwo strumyczków, często kropi, więc łatwo o utratę równowagi.

Widoczki i doświadczenia:

Po drodze trzeba przechodzić przez liczne potoki i strumyki. Czasem są mostki, a czasami ich nie ma. Piękne widoki na zielone doliny, spacer w chmurach lub ponad chmurami, a przy odrobinie szczęścia spotkanie z górskimi małpami. A może to nadrzewne yeti? ;)
Polecamy przystanek w Ringmu w tea housie który jest jednocześnie manufakturą sera z mleka jaka (a właściwie naka, bo tak nazywa się samicę jaka). Tu ceny są jeszcze przyzwoite (w granicach 10 USD za kilogram, wyżej może być wielokrotnie drożej).

Zakwaterowanie:

Cena za pokój ok. 200-300 rupii. Danie główne 400-600 rupii. Szansa na gniazdko elektryczne w pokoju. Brak zasięgu sieci komórkowej NCell.



Dzień 3: Nunthala - Bupsa (11 km)


Stopień trudności: 6/10

Dzień rozpoczyna się od zejścia 700 m. w dół do doliny rzeki w okolicach Juving. Niestety z myślą, że całą tę wysokość trzeba będzie odrobić po przejściu przez most. Po drodze są 2 ostre podejścia: do szczytu tuż przed Kharikolą i ponownie od rzeczki za Kharikolą do Bupsy (szczególnie strome). Można się zmęczyć. Dodatkową trudność stanowią liczne "karawany" osłów z mnóstwem towarów na plecach, co zmusza do robienia nieplanowanych przystanków (daje to za to szansę złapania oddechu).

Widoczki i doświadczenia:

Zielone doliny, strumyczki, osły i krowy. Dla chętnych stupa na szczycie. Kharikola jest największą wioską na odcinku pomiędzy Phaplu a Luklą, więc jeśli czegoś bardzo brakuje to można próbować tu kupić.

Zakwaterowanie:

Cena za pokój ok. 150-200 rupii. Danie główne 400-600 rupii. Za ładowanie baterii trzeba już płacić (ok. 200 rupii full charge telefonu). Brak zasięgu NCell. W guesthouse'ach darmowe wifi (internet przez satelitę, więc prędkości bardzo niskie).




Dzień 4: Bupsa - Surke (a właściwie 450 m. powyżej Surke) - 12 km




Stopień trudności: 5/10

Najpierw trzeba podejść trochę w górę, co trzeciego dnia wędrówki zaczyna już męczyć. Potem góra-dół, jak to w górach. Uwaga na śliskie kamienie (szczególnie przy strumykach) i ośle kupy na ścieżce. Aplikacja Maps.me na tym odcinku pokazuje trasę błędnie, kierując na strome podejście przez szczyt góry. Właściwa trasa prowadzi przez Kharte, co potwierdzają stada osłów na ścieżce. Osły nie mogą się mylić! ;)

Widoczki i doświadczenia:

Piękna panorama zielonych dolin Himalajów. Pierwsze widoczki pokrytych lodem szczytów, szczególnie malownicze tuż po wschodzie słońca.

Zakwaterowanie:

Cena za pokój w Khumbula View Lodge 200 rupii. Dania we w miarę rozsądnej cenie (400-600 rupii). Ładowanie telefonu teoretycznie płatne, ale właścicielka nie przywiązuje do tego wagi. Wraca zasięg sieci NCell!



Dzień 5: Surke - Phakding (10 km)



Stopień trudności: 5/10

Ponieważ zatrzymaliśmy się powyżej Surke, wędrówka zaczyna się od zejścia 450 m. w dół do Surke, skąd ścieżka wspina się miejscami stromo w górę. Za Surke ścieżka rozgałęzia się: w lewo do Namche Baazar, w prawo do Lukli. Nie ma potrzeby podchodzenia do Lukli (byłoby dodatkowe 200 m. w górę). Wszystkie niezbędne opłaty (lokalna 2.000 rupii i wstęp do parku narodowego 3.390 rupii) można wnieść w Monjo. 

Widoczki i doświadczenia:

Malownicze doliny, ośnieżone szczyty, podwieszane mosty. Po drodze zaczynają dołączać do wędrówki osoby przylatujące do Lukli samolotem.

Zakwaterowanie:

Cena za pokój 200 rupii. Dania raczej od 500 w górę. Ładowanie urządzeń 200 rupii za full charge. Działa internet w sieci NCell. Ciepły prysznic 300 rupii.



Dzień 6-7: Phakding - Namche Baazar (10 km)



Stopień trudności: 7/10

Zaczyna się naprawdę lekko, 8 kilometrami wędrówki z niewielkimi podejściami i zejściami. Ostatnie 2 kilometry są trudne i męczące. Po przejściu przez najdłuższy chyba na całej trasie podwieszany most ścieżka pnie się stromo w górę. Na odcinku 2 kilometrów trzeba "wciągnąć" 600 metrów w górę.

Widoczki i doświadczenia:

Już sam podwieszany most daje dużo wrażeń. Dalsza wspinaczka w górę przez piękny las wynagradza trochę trud wędrówki. Prawdziwą nagrodą jest możliwość zobaczenia po raz pierwszy Everestu - jeszcze z dystansu, ale zawsze :) Po drodze jest "checkpoint", gdzie trzeba okazać potwierdzenia opłat i zadeklarować orientacyjny czas powrotu. Jeśli ktoś przemknął niepostrzeżenie obok miejsc pobierania opłat, stąd będzie musiał wrócić na dół. Na koniec dociera się do Namche, największej wioski na całej trasie z mnóstwem sklepów, piekarniami (polecamy drożdżowy tost w niemieckiej piekarni, naprawdę duży za 300 rupii) i możliwością dokupienia tego, czego się zapomniało (choć ceny są nawet wielokrotnie wyższe niż w Katmandu).

Rozsądek nakazuje pozostać w Namche Baazar na 2 noce w celu aklimatyzacji do wysokości. Żeby jeszcze lepiej się dostosować do rozrzedzonego powietrza, drugiego dnia warto wspiąć się w pobliże Hotelu Everest View, gdzie przy dobrej pogodzie bardzo wyraźnie widać Everest (warto na wycieczkę wybrać się wcześnie rano, kiedy szansa na dobrą widoczność jest największa). Ale wspinaczka 400-500 metrów w górę nie jest już taka prosta. Pojawiają się pierwsze objawy zadyszki, częściej robi się przystanki dla złapania oddechu. To już są wysokie góry. Namche położone jest na wysokości 3.400 m.!

Zakwaterowanie:

Cena za pokój 200-300 rupii. Jedzenie wyraźnie droższe, danie główne zaczyna się od 600 rupii. Dodatkowo wiele noclegowni dolicza 10% service charge i 13% podatku. Mieliśmy odczucie, że miejscowi są troszkę pazerni :) Ładowanie urządzeń 200-250 rupii za full charge. Działa internet w sieci NCell. Ciepły prysznic 400 rupii.



Dzień 8: Namche Baazar - Tengboche (9,5 km)



Stopień trudności: 8/10

To drugie miejsce na trasie, gdzie Maps.me wprowadza zamęt. Domyślnie trasa prowadzi obok Hotelu Everest View gdzie wspinaliśmy się poprzedniego dnia. Właściwa ścieżka wiedzie drogą prowadzącą wokół góry, żeby zaoszczędzić sobie ostrego podejścia. Pierwsze parę km jest naprawdę przyjemnych, z cudnymi widokami na ośnieżone szczyty i zieloną dolinę. Po kilku kilometrach ostre zejście w dół i za rzeką (z podwieszanym mostkiem, a jakże), po kolejnym "checkpoincie" zaczyna się podejście killer. Jest podobne do podejścia do Namche jeśli chodzi o nachylenie (600 m. wysokości na odcinku 2 km), ale tutaj niedobory tlenu dają już o sobie znać. Wszyscy naprawdę wspinają się powoli. Przystanki na złapanie oddechu trzeba robić dość często. Mimo, że cała trasa to mniej niż 10 km, wspinaczka naprawdę męczy. Cały dystans pokonujemy w ok. 6 godzin (wliczając przerwy).

Widoczki i doświadczenia:

Piękny las, widoki na zielone doliny i ośnieżone szczyty (w tym Lhotse i Everest). Pięknie. W Tengboche dla chętnych wizyta w monastyrze - turystycznie lub dla medytacji :)

Zakwaterowanie:

Cena za pokój 200 rupii. Dania raczej od 500 w górę. Ładowanie urządzeń 200-300 rupii za full charge. Działa internet w sieci NCell. Wieczory są już naprawdę zimne, z przyjemnością grzejemy się przy "kozie" opalanej (jeszcze) drewnem.



Dzień 9-10: Tengboche - Dingboche (10 km)



Stopień trudności: 6/10

Trasa zaczyna się od 200 metrowego zejścia, po czym w miarę łagodnie pnie się w górę, z nielicznymi ostrzejszymi podejściami. Tlenu coraz mniej. Powyżej Pangboche idzie się płaskowyżem (w naszym przypadku zasnutym chmurami). Raczej nic strasznego :)

Widoczki i doświadczenia:

Pełen przekrój. Od zielonych dolin, lasów, krajobrazów jak z Władcy Pierścieni, po wysokogórską roślinność i kamieniste doliny rzeczne. Dingboche wygląda trochę surrealistycznie, jak skupisko domów rozrzuconych przypadkowo wśród księżycowego krajobrazu. Dingboche jest kolejną wioską, gdzie należy zatrzymać się na 2 noce w celu aklimatyzacji. Drugiego dnia warto wspiąć się do punktu widokowego (co najmniej 300 metrów powyżej wioski, ambitniejsi mogą wspinać się nawet 500 m), skąd widać przepiękną panoramę himalajskich szczytów. Te widoki naprawdę są już w stanie zaspokoić najbardziej wysublimowane gusta ;)

Zakwaterowanie:

Cena za pokój 200-300 rupii. Jeśli chodzi o dania, zaczyna robić się wyraźnie drożej. Minimalnie 600-700 rupii. Ładowanie telefonu może kosztować 500 rupii, laptopa lub powerbanka nawet 1.200 rupii. Prąd jest tylko z paneli solarnych. Brak zasięgu NCell. Internet (wifi) dostępny za 600 rupii za pakiet 1 GB ważny 30 dni (ale tylko w tej miejscowości). Zimno wieczorami i w nocy. "Koza" w sali jadalnej daje wszystkim dużo radości, choć po raz pierwszy widzimy, że za materiał opałowy służy wysuszone łajno jaka :) Na szczęście nie czuć żadnego nietypowego zapaszku.





Dzień 11: Dingboche - Lobuche (8 km)



Stopień trudności: 6/10

Trasa nie jest trudna, za wyjątkiem jednego ostrzejszego podejścia. Niski poziom tlenu trochę doskwiera. Nie ma co liczyć na szybkie tempo.

Widoczki i doświadczenia:

Stale towarzyszą już widoki ośnieżonych szczytów. Po drodze zielona górska równina (połonina?), widok kamienistej doliny rzeki i krajobraz typowo księżycowy. 

Zakwaterowanie:

W Lobuche zawiązał się mini kartel. Minimalna opłata za zakwaterowanie to 700 rupii, wnoszona w budce przy wejściu do wioski. To wyjątek na całej trasie. Za wszystko trzeba już płacić dość słono: jedzenie (bliżej 700), ładowanie urządzeń, prysznic. Często nie ma bieżącej wody (woda dostarczana jest ze strumyka do pojemników z kranikiem). Ciekawym doświadczeniem staje się pranie skarpetek w misce wypełnionej wodą ze strumyka. Jest lodowato zimna. "Koza" w jadalni staje się prawdziwym błogosławieństwem :)



Dzień 12: Lobuche - Gorak Shep - EBC - Gorak Shep (11 km)


Stopień trudności: 8/10

Droga z Lobuche do Gorak Shep nie jest ani długa, ani jakoś specjalnie stroma. Największa trudność wynika z wysokości (tlen, podajcie tlen) i podłoża - dużo kamieni, w tym luźnych, które uciekają spod stóp. Po dotarciu do Gorak Shep dekujemy się w guesthousie i od razu ruszamy do Everest Base Camp. Znów bez znaczących różnic wysokości, ale niezbyt komfortowo po kamieniach.

Widoczki i doświadczenia:

EBC to pierwszy z dwóch "targetów" całej wyprawy. Dotarcie do końca wędrówki przynosi ogromną satysfakcję, nawet jeśli z samego Everest Base Camp nie widać Everestu. Krajobraz księżycowy miesza się z widokami dziesiątek ośnieżonych szczytów. Co parę minut z najwyższych szczytów staczają się z hukiem lawiny śnieżne. Można by takimi widokami cieszyć oczy godzinami, ale trzeba przed zmrokiem wrócić do Gorak Shep.

Zakwaterowanie:

Cena za pokój 200-300 rupii. Ceny jedzenia na poziomie himalajskich szczytów. Minimum 700-750 rupii. Kubek gorącej wody 120 rupii (ok. dolara). Ładowanie urządzeń drogie. Woda tylko w beczkach (z węża doprowadzającego wodę ze strumyka, można pofatygować się 200 m. od zabudowań). W nocy jest naprawdę zimno. Wygrzebanie się rano z ciepłego śpiwora to poważny problem.



Dzień 13: Gorak Shep - Kala Pathar - Pheriche (15 km)



Stopień trudności: 10/10

Dzień rozpoczyna się od podejścia 500 m. w górę na dystansie 2 km. na Kala Pathar, na wysokość 5.545 lub 5.648 m.n.p.m. - są spore rozbieżności co do wyników pomiarów wysokości. Sporo osób wybiera się tam na wschód słońca, ale naszym zdaniem tego typu atrakcja jest przereklamowana i ma niewiele sensu. Wschody słońca nie są wcale tak spektakularne. Najpierw robi się jasno, a potem nad Everestem pojawia się tarcza słoneczna. Dlatego też ja ruszyłem dopiero o 6 i po drodze spotkałem mnóstwo osób, które nie wytrzymały przeraźliwego zimna i zaczęły schodzić z góry jeszcze przed wschodem słońca. Mnóstwo było też osób, które fizycznie nie dały rady. Bo wspinaczka na stromą górę, gdzie każdy wdech daje zaledwie połowę dawki tlenu, jaką otrzymujemy na poziomie morza, jest naprawdę ekstremalna. Po raz pierwszy nie byłem w stanie uspokoić oddechu nawet zatrzymując się na kilka minut. Stojąc zaledwie 50 metrów pod szczytem zastanawiałem się, czy dam radę zdobyć się na ten ostatni wysiłek. Resztkami woli przekonywałem siebie, że żadna głupia góra nie będzie mi narzucać, co mogę, a czego nie mogę zrobić. Udało się, ale to naprawdę najtrudniejsze 2 km. w moim życiu. Wspinaczka zajęła 1h40 minut. Zejście na dół zaledwie 30 minut.

Po męczarni ze wspinaczką na Kala Pathar czas na szybkie śniadanie i z miejsca kierujemy się na dół, do Pheriche, 11 km dystansu i 1.000 m. w dół. Od razu jest czym oddychać. Pheriche znajduje się w okolicy Dingboche, więc tempo zejścia jest dużo szybsze :)

Widoczki i doświadczenia:

Wymiksowanie się z tłumów podążających na Kala Pathar na wschód słońca spowodowało, że widokami ze szczytu mogłem nacieszyć oczy w towarzystwie zaledwie 10-15 osób, a nie setki. Kala Pathar zapewnia panoramę 360 stopni Himalajów Wysokich, w tym widok na Everest i Everest Base Camp. Mimo gigantycznego wysiłku fizycznego było warto, a tych zapierających dech w piersiach (dosłownie i w przenośni) widoków nie zapomnę do końca życia.

Zakwaterowanie:

W Pheriche ceny są już niższe, niższe nawet niż w Dingboche. Zakwaterowanie 200-300 rupii, danie główne można dostać za ok. 500 rupii. No i znowu robi się cieplej. Zasięgu NCell brak



Dzień 14: Pheriche - Sanasa (15 km)


Stopień trudności: 5/10

Schodzenie w dół jest łatwe. Trochę trzeba uważać na nogi na kamieniach, ale tempo schodzenia jest naprawdę szybkie. Jedynym problemem jest podejście do Tengboche a następnie, już za rzeczką, do Sanasy. Trochę wysiłku trzeba włożyć, ale nie takie góry się zdobywało!

Widoczki i doświadczenia:

Trasa w dużej części pokrywa się z podejściem do Dingboche, a potem jest tożsama z drogą w górę. Choć mniej pochmurno, więc widać więcej.

Zakwaterowanie:

Sanasa, położona zaledwie parę km. od Namche, nie przyciąga zbyt wielu turystów. Ceny są dużo bardziej przystępne. Dość tanio.



Dzień 15: Sanasa - Phakding (15 km)



Stopień trudności: 4/10

Trasa prowadzi głównie w dół. Na zejściu z Namche trzeba uważać na nogi, ale przynajmniej nie ma problemu z oddechem. Niewielkie podejścia w kierunku Phakding są już trochę męczące, ale wynika to z ilości zrobionych kilometrów. Po wysokogórskiej zaprawie organizm znacznie wydajniej pompuje natlenowaną krew, więc nie jest tak źle.

Widoczki i doświadczenia:

Widoczki już nie zaskakują, ale i tak są przyjemne. Ostatnie spojrzenie na Everest z punktu widokowego.

Zakwaterowanie:

Zatrzymujemy się w tym samym lodge'u co w drodze w górę. Tym razem w równie śmiesznej cenie dostajemy pokój z dołączoną łazienką i gorącym prysznicem. Znowu możemy poczuć się jak ludzie :)



Dzień 16: Phakding - Surke (Khumbula View Lodge 450 m. powyżej Surke) - 10 km.



Stopień trudności: 5/10

Nic nas nie zaskakuje, ale podejście od Surke do lodge'a leżącego 450 m. powyżej męczy. Decydujemy się jednak na to męczące podejście pod koniec wędrówki, żeby nie zaczynać kolejnego dnia od trudnego podejścia. Poza tym znamy już warunki w guesthousie :)

Widoczki i doświadczenia:

Nihil novi, choć ciągle pięknie :)

Zakwaterowanie:

Tak jak podczas drogi na szczyt.



Dzień 17: Surke (Khumbula View Lodge) - Kharikola (15 km)



Stopień trudności: 5/10

Ponieważ najostrzejsze podejście zaliczyliśmy poprzedniego dnia, powinno być już łatwo, lekko i przyjemnie. Ale nie do końca tak jest. Po 165 zrobionych kilometrach naprawdę czujemy już zmęczenie, zarówno podejścia (choć w sumie niewielkie), jak i zejścia stają się problematyczne. Znacząco spowalniają nas też na trasie osły. W pewnym momencie utykamy na ok. pół godziny, żeby ok. 150 tych upartych stworzeń mogło przemknąć obok nas. 

Widoczki i doświadczenia:

Z tęsknotą spoglądamy w kierunku najwyższych szczytów, ale niewiele już widać. To trochę jak zejście na "niziny", choć cały czas jesteśmy na wysokości między 2.200 a 2.600 m.n.p.m.

Zakwaterowanie:

W Kharikoli jest spora konkurencja jeśli chodzi o miejsca zakwaterowania. Ceny przy schodzeniu w dół wydają się naprawdę niskie. Pokój często dostaje się za darmo o ile je się na miejscu. Za 400 rupii można znaleźć porządne danie. Znowu nie ma zasięgu sieci NCell



Dzień 18: Kharikola - Nunthala (8 km)



Stopień trudności: 6/10

Niewielkie podejście w górę, potem 500 metrów w dół i 700 w górę od doliny rzeki do Nunthali. Kilometrowo króciutko, czasowo też bardzo sprawnie, ale mimo to już męcząco.

Widoczki i doświadczenia:

Znowu widać palmy, więc nikt nie powinien czepiać się nazwy naszego bloga w kontekście himalajskiej przygody.

Zakwaterowanie:

Ponownie w Nunthali, choć w innym miejscu niż poprzednio. Nie mieliśmy ochoty oglądać znowu wielkich pająków w toalecie. Ceny jedzenia może ciut wyższe niż poprzednio, ale porcje jak dla górnika schodzącego z szychty ;)



Dzień 19: Nunthala - Phaplu (19 km)



Stopień trudności: 6/10

Nie do końca dowierzamy, że z własnej woli decydujemy się na 19 km. jednego dnia, w dodatku z 800 metrowym podejściem na dzień dobry. Ale skoro to ostatni dzień wędrówki, to potencjalne zakwasy i odciski nie robią na nas wrażenia. Podłażenie pod górę idzie nam całkiem sprawnie, mimo że zmęczenie po całej trasie jest już naprawdę spore. Do przodu pcha nas myśl, że to naprawdę już finisz. Droga pomiędzy Ringmu a Phaplu to już kaszka z mleczkiem, choć odrobinę się dłuży. 

Widoczki i doświadczenia:

Tak jak w drodze w drugą stronę: strumyczki, mokre kamienie, ostatnia szansa na połamanie nóg i skręcenie kostek, czego szczęśliwie unikamy. Znowu robi się bardzo ciepło.



Zakwaterowanie:

Znowu zmieniamy miejsce zakwaterowania. 400 rupii, jedzenie w bardzo przyzwoitej cenie. Powrót do cywilizacji, bo znowu jest gniazdko elektryczne w pokoju, bez problemu działa internet mobilny z NCell i na przyzwoitej prędkości działa darmowe wifi w guesthousie.

Dzień 20: Przejazd jeepem z Phaplu do Katmandu (12 godzin)

Pobudka o niechrześcijańskiej porze i o 5 rano siedzimy już ściśnięci jak śledzie w beczce w jeepie do stolicy. Może i ciasno, ale przynajmniej nie trzeba nigdzie maszerować, po raz pierwszy od 18 dni! Z dużym zaskoczeniem przyjmujemy ceny w wioskach, gdzie zatrzymujemy się na jedzenie. Z niedowierzaniem płacimy 170 rupii za śniadanie dla dwojga: po 2 duże samosy (pierogi z ziemniakami w curry), chrupiącą słodką oponkę z mąki ryżowej i herbatę z mlekiem) czy lunch (dal bhat w zestawie z jogurtem za 200 rupii od osoby). Po dojeździe do dworca w Kathmandu trzeba jeszcze wykłócić się o cenę taksówki do Thamel (350 z początkowych 500 rupii za 5 km) i znowu można poczuć się jak człowiek w pokoju z czystą pościelą, dołączoną łazienką i mnóstwem tanich opcji żarciowych w pobliżu. I tylko tych himalajskich widoków trochę żal...


Złote myśli na koniec:

1. Nie wyobrażamy sobie wybrania się na trek bez kijków trekkingowych. Są nieocenioną pomocą zarówno przy podchodzeniu w górę, jak i zejściu w dół. Niekoniecznie trzeba je ciągnąć z Polski. Na miejscu można dostać całkiem porządne kijki (wytrzymały 250 km trasy) z systemem amortyzującym za ok. 10 USD

2. Koniecznie trzeba pamiętać o kremie przeciwsłonecznym (mieliśmy, ale widocznie za rzadko się smarowaliśmy, bo z nosów pozłaziła nam skóra), pomadce na usta (szybko wysychają, szczególnie że od pewnej wysokości oddycha się praktycznie tylko ustami żeby złapać więcej powietrza), pastylkach na gardło (przy niskiej wilgotności powietrza pomagają w nawilżeniu), okularach przeciwsłonecznych (słońce na dużych wysokościach operuje naprawdę mocno) i tłustym kremie (dla ochrony skóry twarzy i łagodzenia zaczerwienień wokół nosa - to przypadłość niemal wszystkich trekkerów).

3. Można zaoszczędzić spore kwoty decydując się na zakup odzieży/sprzętu na miejscu w Katmandu. Może i są to podróbki, ale spełniają swoją rolę. Ocieplane spodnie trekkingowe za ok. 70 zł, ciepłe czapy czy rękawiczki za 10 zł. Wszystko jest, choć trzeba się umieć targować :)

4. Nie ma co ciągnąć apteki z Polski. Leki w Katmandu są śmiesznie tanie. Odpowiednik Diamoxu (na chorobę wysokościową) kosztuje 100 rupii za 10 tabletek, antybiotyki 100-150 rupii, podobnie środek na infekcje pasożytów przewodu pokarmowego. Elektrolity (polecamy zabranie sporych zapasów, przy takim wysiłku i jednoczesnym przyjmowaniu Diamoxu w ramach profilaktyki łatwo o odwodnienie) kosztują 20 rupii za paczuszkę pozwalającą przygotować litr roztworu. Tabletki chlorowe do oczyszczania wody są również dużo tańsze niż te dostępne w Polsce.

5. Na dużych wysokościach niestety trzeba zapomnieć o prysznicu. Raz, że ceny za ten luksus powalają, a dwa, nie sposób wyjść spod ciepłego prysznica do zimnego pomieszczenia i się nie przeziębić. Trzeba się przyzwyczaić do mycia nawilżanymi chusteczkami, których zapas polecamy zabrać ze sobą. Podobnie jak zapas papieru toaletowego, którego ceny sięgają 3 dolarów za rolkę na górze. W ogóle z korzystaniem z toalety niektórzy mogą mieć lekką traumę. W wielu miejscach toalety to "kucaki", chyba że ktoś wpadnie na pomysł jak ten poniżej:


Przy okazji: w sklepie w Katmandu natrafiliśmy na chusteczki nawilżane szamponem. Może to nie to samo co umycie włosów szamponem pod kranem, ale sprawdziły się całkiem nieźle w odświeżeniu włosów.

6. Do zachowania higieny bardzo przydaje się żel do dezynfekcji rąk. Lepiej wyszorować łapki przed konsumpcją czegokolwiek

7. Warto zabrać na trasę energetyczne przekąski. W naszym przypadku świetnie sprawdziły się batoniki, orzeszki, suszone owoce, spread czekoladowy i masło orzechowe. Szczególnie tę podróbkę Nutelli wszyscy chcieli nam podżerać, nie mam pojęcia dlaczego ;)

8. Warto rozważyć zabranie ze sobą latarki czołówki, choć nie jest niezbędna. W każdym miejscu, w którym się zatrzymywaliśmy, działało oświetlenie. Ale różnie to bywa. Zdarzają się toalety na zewnątrz, które w nocy nie są oświetlone.

9. Wiele osób, jak pokazały nasze obserwacje, ma to ewidentnie w nosie, ale sugerujemy podczas trekku zrezygnować ze spożywania kawy i alkoholu. Obie te substancje odwadniają, a tego akurat lepiej na wysokościach unikać.

10. Oddychające buty oddychającymi butami, ale nasze doświadczenie mówi, że dla zachowania komfortu stóp warto co parę kilometrów zrobić sobie przerwę, zdjąć buty i skarpetki i dać stopom trochę odpocząć. To naprawdę działało.


Jeśli po lekturze naszego posta coś jeszcze jest niejasne lub wymaga doprecyzowania, to pytajcie w komentarzach. Postaramy się rozwiać wątpliwości i w razie potrzeby zaktualizujemy treść artykułu.



Komentarze

  1. hej :)
    mam pytanie odnośnie pozwoleń. Jak je zdobyć i ile kosztują?
    pozdrawiam
    -H.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozwolenia opłaca się na trasie. Pierwsze w Monjo (opłata lokalna 2.000 nepalskich rupii), a drugie tuż za Monjo, jeszcze przed zejściem w kierunku Jorsalle (tu jest 3.390 nepalskich rupii). Łącznie jest to ok. 50 USD od osoby. Trzeba tych kwitków pilnować, bo będą wielokrotnie sprawdzane na trasie 🙂 Żadne inne pozwolenia (np. TIMS) na tej trasie nie obowiązują. Jeśli będziesz miała jeszcze jakieś pytania to śmiało pisz 🙂

      Usuń

Prześlij komentarz

Łączna liczba wyświetleń